<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689</id><updated>2011-04-21T20:23:40.323+02:00</updated><title type='text'>przygód kilka wróbla świrka</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>53</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-114116445679078850</id><published>2006-02-28T22:34:00.000+01:00</published><updated>2006-02-28T23:23:25.003+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/rule.0.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/320/rule.0.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;Nauka, która nie pójdzie w las&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Miniony weekend nauczył mnie wielu pożytecznych rzeczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;Pierwszą&lt;/span&gt; rzeczą było to, że prawdziwa przyjaźń istnieje tylko między mężczyznami.&lt;br /&gt;Byłaby to bardzo smutna konstatacja, bo nie jestem mężczyzną, ale na szczęscie istnieje kilka wyjątków dla tej szowinistycznej reguły.&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Pierwszym wyjątkiem&lt;/span&gt; jest to, że istnieje prawdziwa przyjaźń między kobietami i gejami. Znam z doswiadczenia i wielce sobie cenię.&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Drugim wyjątkiem&lt;/span&gt; jest prawdziwa przyjaźń pomiędzy kobietami. Oparta na innych zasadach i wartosciach niż ta pomiędzy mężczyznami, ale wcele nie mniej prawdziwa. Co więcej, może nawet prawdziwsza, bo nigdy nie oparta na wzajemnej pobłażliwosci, a takie relacje często widzę między przedstawicielami płci brzydszej, czyli męskiej.&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Trzecim wyjątkiem&lt;/span&gt; jest przyjaźń pomiędzy kobietą i mężczyzną, których łączą więzi krwi, ale nie skłonnosci kazirodcze. I tę również mam w wysokiej estymie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednym słowem: gówno. Merde. Bullshit.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następny, tak zwany prawdziwy facet, który wyciągnie przy mnie fujarę, uderzy nią o stół i uważając ją za argument najcięższego kalibru i największej wagi, stwierdzi autorytatywnie COKOLWIEK lub będzie o czyms przekonany siłą swojego Fredzia - ma w paszczę. Moim lewym cyckiem. Tudzież prawym jajnikiem. Bo moje cycki i jajniki to równie dobre argumenty, co wielki fiut. A w tym kraju mamy tak idealne równouprawnienie, że nawet rzecznik do spraw równego statusu jest nam niepotrzebny, więc chyba nie muszę dalszej logiki wyjasniać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miniony weekend pomógł mi również w zdiagnozowaniu, na czym polega mój życiowy problem.&lt;br /&gt;Polega on na tym, że do wszystkiego podchodzę w sposób zbyt emocjonalny ( to podobno kobieca cecha ) i ambicjonalny ( to, jak twierdzą, męska cecha ).&lt;br /&gt;Mój ginekolog, który nie tylko dał mi pierwszego i jedynego klapsa w moim życiu na kieleckiej porodówce, ale również przepisał mi pierwsze tabletki antykoncepcyjne, ma zwyczaj mawiać, gdy zwierzam się ze swych problemów: &lt;span style="color:#ffff00;"&gt;po pierwszej ciąży&lt;/span&gt; &lt;span style="color:#ffff00;"&gt;ci przejdzie&lt;/span&gt;. Tyle, że takowej w przewidywalnej przyszłosci nie planuję. Wobec tego, chwilowo, ja i swiat musimy sobie jakos z tym moim problemem radzić. Kurwa. Wierzcie mi i swiatu, nie jest łatwo.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-114116445679078850?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/114116445679078850/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=114116445679078850' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/114116445679078850'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/114116445679078850'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2006/02/nauka-ktra-nie-pjdzie-w-las-miniony.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-114065078835431680</id><published>2006-02-22T21:43:00.000+01:00</published><updated>2006-02-23T00:27:25.150+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;Nostradamus, czyli jak Michał został wróżką&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Bardzo mnie bawiło, że z nieodłącznej torebki mojej belgijskiej kumpelki wystawała zawsze jakas książka z cyklu "psychologii popularnej". Mam tu na mysli smęty pod hasłem "Mężczyźni są z Marsa a kobiety z Wenus" albo "Women who love too much". Zresztą, sama czytająca, czyli moja ukochana Anne Marie, traktowała te lektury z dystansem nieco się z nich podsmiewając. A ja tylko raz, w knajpie o uroczej nazwie Delirium Tremens, sięgnęłam po jakąs fascynującą pozycję, którą akurat Anne Marie miała przy sobie, aby wypełnić jakos pustkę po tym, jak moja współpijąca na moment zniknęła w toalecie. I usmiałam się jak norka przy lekturze trzech stron wstępu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A stało tam o tym jak to panowie traktują każdą pojawiającą się na ich drodze trudnosć jako wyzwanie, zadanie do rozwiązania i możliwosć sprawdzenia się. Zas panie, te istoty z Wenus, w sytuacjach trudnych potrzebują współczucia i zrozumienia, potrzebują być wysłuchane w milczeniu i nawet rad nie potrzebują tylko tej uwagi i kiwania głową ze zrozumieniem własnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Usmiałam się wtedy, bo pomyslałam o moim ojcu, ktory gdyby nie twarde jaja mojej matki dawno zginąłby przytłoczony ciężarem rzeczywistosci. Mimo swego prącia. Ciągle czynnego i nielichych rozmiarów, jak kiedys w przypływie szczerosci wyznała mi Mama Z Jajami. Dodam, że w momencie, gdy mi to wyznała już od dawna byłam pełnoletnia. I po tak zwanych przejsciach. Żeby nie było.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słowa z tej "psychologii popularnej" stanęły mi znów przed oczami tydzień temu. Siedziałam nad kokosowym latte, na przeciwko Michała, w kieleckiej kafejce i jęczałam, i miauczałam jak to tylko ja potrafię, że jestem BEZDOMNA i nie mam gdzie się zahaczyć w Wawie. Michał nie stanął wówczas na wysokosci męskiego zadania, bo to w końcu nie jego rola wobec wieloletniej kumpeli i nie pokiwał ze zrozumieniem głową. Co mnie bardzo wyprowadziło z równowagi. Rzecz jasna. I zrozumiała.&lt;br /&gt;Ku własnej rozpaczy usłyszałam jedynie:&lt;br /&gt;a) dasz sobie radę&lt;br /&gt;b) znajdziesz cos&lt;br /&gt;c) czy jak już znajdziesz to mogę przyjechać?&lt;br /&gt;d) twarda jestes&lt;br /&gt;e) cos wymyslisz&lt;br /&gt;f) ty to masz szczęscie w życiu&lt;br /&gt;W moich oczach zabrakło mu tylko szklanej kuli, talii kart i czarnego kota. I słów: widzę, przyszłosć widzę...jasną...No i nie skasował na koniec seansu stówy jak szanująca się wróżka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W trzy dni po tym wydarzeniu i jednym ważnym telefonie zza oceanu siedzę sobie w chacie, jaka mi się na tym etapie mojego życia nawet nie marzyła. Samo centrum stolicy; przystojni ochroniarze w bonusie; szesćdziesiąt metrów kwadratowych; wanna, w której mogę pływać; łóżko, w którym dałabym radę się zgubić; zmywareczka w kuchni; balkon w sam raz na grilla; internet działający po nocnej interwencji Pewnego-Niezastąpionego-i-Technologicznie-Inteligentnego-Prawie-Sąsiada - wszystko nowiutkie i bielusieńkie po mojej czterogodzinnej walce ze scierą w ręce. I na dodatek wszystko tylko i wyłącznie do mojej dyspozycji. Na pewien dłuższy czas.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Komentarz Michała:&lt;br /&gt;czyli, że zjawię się w piątek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A niechaj i tak będzie. Przepowiednia się sprawdziła. Z tej okazji zapraszam więc wszystkich zainteresowanych do składania mi wizyt w ten weekend na Nowogrodzkiej. Dokładny dzień i godzina bez większego znaczenia. Już my się tu nudzić nie będziemy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-114065078835431680?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/114065078835431680/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=114065078835431680' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/114065078835431680'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/114065078835431680'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2006/02/nostradamus-czyli-jak-micha-zosta-wrk.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-114017692702738952</id><published>2006-02-17T12:39:00.000+01:00</published><updated>2006-02-17T12:48:47.053+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(255, 255, 0);"&gt;Chciałam zauważyć, że ....&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;1. nie znoszę anonimów&lt;br /&gt;2. ale nie ma to większego znaczenia, bo daję temu blogowi jeszcze miesiąc żywota&lt;br /&gt;3. a potem się zastanowię.&lt;br /&gt;4. moi rodzice to swięci ludzie, że ze mną wytrzymują&lt;br /&gt;5. chujowo pali się szlugi przez wywietrznik w łazience&lt;br /&gt;6. moja ulubiona kocica osikała mi rękawiczki, więc mi ręce skostniały&lt;br /&gt;7. jadę do Wawy w niedzielę&lt;br /&gt;8. jak mnie nie przygarnie na chociaż tydzień moja siostra cioteczna, to pozostanie mi rozłożyć sobie karton pod poniatoszczakiem ( więc, Misiek, przyjeżdżaj - a co tam - drugi się na pewno jakos znajdzie i własnoręcznie, w imię goscinnosci, rozłożę ci go obok )&lt;br /&gt;9. gorzej mi&lt;br /&gt;10. co widać&lt;br /&gt;A kafejka, w której siedzę smierdzi całonocną grą w RPGi jakiegos stada kieleckich licealistów. Fuj.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-114017692702738952?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/114017692702738952/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=114017692702738952' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/114017692702738952'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/114017692702738952'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2006/02/chciaam-zauway-e.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-113967326259383326</id><published>2006-02-11T16:53:00.000+01:00</published><updated>2006-02-11T16:58:28.163+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;Bon bin, c'est parti ...&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;No i tak. Wyjeżdżam. Za parę godzin. Powrót do Krainy Wiecznych Sniegów. Ah, yo.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Rzecz nie napawa mnie optymizmem, wyznaję szczerze.&lt;br /&gt;Ale nie napawa mnie nim również siedzenie na spakowanych już walizkach. Chciałabym tak jak u dentysty: szybko i bezbolesnie. Stanowczo. Ale się nie da.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem zbyt zdenerwowana i przygnębiona, żeby opowiadać jak upłynęły mi ostatnie dni. A mijały na przemian: z usmiechem i placzem na ustach, tudzież w kącikach oczu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ach, yo. Koniec tropikalnych wakacji. Jest plus 10 na termometrze...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-113967326259383326?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/113967326259383326/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=113967326259383326' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113967326259383326'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113967326259383326'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2006/02/bon-bin-cest-parti.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-113931761084204117</id><published>2006-02-07T13:43:00.000+01:00</published><updated>2006-02-07T14:09:10.903+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;Aneks do notki z 19.01.2006, czyli cenzura we współczesnych mediach&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;No i proszę, serwer belgijski, portal amerykański, autor z Polski a tu jednak...&lt;br /&gt;Magda poprosiła mnie o usunięcie z notki z 19.01 jej zdjęcia. Jej życzeniu staje się zadosć. Postanowiłam się auto-ocenzurować, ponieważ rozumiem, że mogła się poczuć urażona i nie chciałabym, aby z tego powodu zaatakowała ambasadę jakiegokolwiek kraju, urządzała publiczne demonstracje lub bojkotowała duńskie produkty mleczarskie. No, nie chciałabym. Naprawdę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem zwolennikiem pokoju na swiecie, chociaż chyba nie zasady, że ja ustąpię krok a ty ustąpisz dwa.&lt;br /&gt;Dlatego, aby reszta z Was nie poczuła się skrzywdzona faktem, że bez zdjęcia może być trudno wyobrazić sobie jak na sucho wygląda demonstracja Polskiego Studenta Na Zagranicznym Stypendium, postanowiłam ową demonstrację rozrysować.&lt;br /&gt;I aby zapobiec eskalacji konfliktu, czyli uciec od roli, jaką udało się odegrać egipskiemu ministrowi spraw zagranicznych, dla niepoznaki przemalowałam demonstrującej włosy na rudo i zawiesiłam jej nad głową półkę z książkami, czyli niezbędny element w mieszkaniu każdego szanującego się inteligenta.&lt;br /&gt;W ramach wyjasnienia, które może - acz niesłusznie - być mi poczytane za złosliwosć, chciałam jeszcze dodać, że nie znoszę jak ktos potrafi smiać się ze wszystkiego, tylko nie z siebie. To swiadczy o poważnej wyrwie w poczuciu humoru. Jesli już w ogóle nie o jego braku.&lt;br /&gt;Wybaczcie, że rysunek nie jest na najwyższym poziomie, ale podobno komiks z Mahometem też nie był. Poza tym, ja się dopiero uczę.&lt;br /&gt;Tak więc oto &lt;span style="color:#ffff00;"&gt;Rysunek Uli Obrazujący Demonstrację Tego, Jak Wygląda Polski Student na Zagranicznym Stypendium&lt;/span&gt;:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/320/IMG_20060207_0021.jpg" border="0" /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-113931761084204117?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/113931761084204117/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=113931761084204117' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113931761084204117'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113931761084204117'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2006/02/aneks-do-notki-z-19.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-113917401808994403</id><published>2006-02-05T21:54:00.000+01:00</published><updated>2006-02-05T23:36:56.616+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/IMG_1520.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/320/IMG_1520.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;TATAR Z TATARA, czyli jak Ula intensywnie korzystała z ostatniego weekendu w Brukseli&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Piątek&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;:&lt;br /&gt;Marie,Ula i Franklin wybierają się do Kota Franklina obejrzeć film.&lt;br /&gt;- Słuchajcie, dziewczyny: wchodzimy, zostawiacie buty w kuchni, biegniemy do pokoju i zamykamy za sobą drzwi. Zrozumiano?&lt;br /&gt;Marie zaczyna chichotać pod nosem. Ja, nieco zdziwiona, przytakuję.&lt;br /&gt;- To ważne - podkresla Franklin, niebezpiecznie wymachując kluczem. Otwiera drzwi i ławą wbijamy się do mikroskopijnej kuchni. W nos uderza zajebisty smród. Mój wzrok pada na cos, co jakis czas temu było zapewne kromką chleba a teraz porosło zielonym futrem i jest na najlepszej drodze do rozwinięcia wysokiej inteligencji. Szybko zrzucam buty, jednym susem skaczę do pokoju i szybko zatrzaskuję za sobą drzwi.&lt;/div&gt;- Franklin, co to było? Ten smród?&lt;br /&gt;- A. To garnki po tym spaghetti, co robiłem miesiąc temu.&lt;br /&gt;- Aaaa.&lt;br /&gt;- I chyba smieci zapomniałem wystawić w zeszłym tygodniu.&lt;br /&gt;- AAAA.&lt;br /&gt;Rozglądam się dookoła.&lt;br /&gt;Kot przedstawia się jak krajobraz po bitwie. Po zajebiscie wielkiej bitwie.&lt;br /&gt;Na każdym fotelu sterta przepoconych po treningach koszulek. Na podłodze dziesiątki walających się brudnych bokserek. Na stole stos opakowań po jogurcie i puste butelki po mineralnej. Płyty kompaktowe. Wszędzie. Góry papieru. I puszki po pomarańczowej Fancie.&lt;br /&gt;- Ula, usiądź, proszę - wskazuje Franklin na hałdę bliżej niezydentyfikowanych obiektów usytuowanych na srodku pokoju. Widząc wielki znak zapytania na mojej twarzy, Franklin nonszalanckim ruchem profesjonalisty burzy zorganizowany chaos wyżej wymienionej hałdy i jak królik z kapelusza, nagle wyłania się spod spodu obrotowe krzesło.&lt;br /&gt;- Aaaa. Dzięki.&lt;br /&gt;Komnata niespodzianek. Taki napis zaproponowałam mu na drzwi wejsciowe...&lt;br /&gt;Za to podłoga w pokoju była tak czysta, że można z niej było bezpiecznie jesć - co też udało nam się zrobić, po tym jak o 2 w nocy Franklin wrócił z szescioma hamburgerami z Quicka...I kurzu, ani ziarenka. NIGDZIE.&lt;br /&gt;Czy to się kwalifikuje do leczenia?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Sobota, godzina 13:&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;Ola: Biorę kaczkę w sosie prowansalskim. A ty co chcesz?&lt;br /&gt;Ula nie może się zdecydować i obraca w rękach menu w trzech językach, nie będąc w stanie niczego wybrać. W zasadzie Ula nie ma na nic ochoty, ale nie chce urazić Oli, która zaprosiła ją na &lt;span style="color:#ffff00;"&gt;lancz.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Ula ( z bardzo zblazowaną miną ): Nieee wieeem. Nie mogę się na nic zdecydować.&lt;br /&gt;Ola: Wybrać ci jakąs niespodziankę?&lt;br /&gt;Ula ( podejrzliwie i ostrożnie ): Oh, ok.&lt;br /&gt;Ola: Lubisz wołowinę?&lt;br /&gt;Ula ( rozchmurza się ): No, lubię.&lt;br /&gt;Ola ( do kelnera ) : Monsieur, un canard provencal et un americain frites, s'il vous plait...&lt;br /&gt;W oczach Uli przez moment widać autentyczną panikę, ale Ula szybko się opanowuje i gra swiatowca.&lt;br /&gt;W momencie, kiedy ląduje przed nią wielki kawal mielonej, surowej wołowiny z majonezem, żołądek Uli się zwija w kłębuszek, ale Ula przybiera minę Człowieka, Który Niejedno w Życiu Już Jadł i Widział i dziarsko zabiera się do tatara próbując przy tym nie zgubić wątku romowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Parę godzin później:&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;Tatar leży Uli na żołądku ciężkim kamieniem i ani mysli zejsć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Wieczorem:&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;Ula, Magda i Marie sączą przepyszną belgijską blanche w ich ulubionej Cafe Belga. Alkohol szybko trafia pod strzechy.&lt;br /&gt;Leci Depeche Mode i the Peaches. Ula spiewa na całe gardło. Ludzie sobie z lekka baunsują i z zazdroscią patrzą na nasze uprzywilejowane, bo siedzące przy stoliku bohaterki. Jest sympatycznie i wesoło. Ula z Marie dochodzą do wniosku, że poszłyby potańczyć. Wybór pada na miejsce sprawdzone i w okolicy - Barabar.&lt;br /&gt;Magda idzie do domu, Ula i Marie do Barabaru. Niestety, zatopione w niezwykle interesującej konwersacji dotyczącej niechcianych ciąż, Ula i Marie docierają...do koscioła Swiętej Trójcy, czyli jakies dobre parę kilometrów od miejsca przeznaczenia. Niczym nie zrażone,w szampańskich nastrojach i rozbawione własną głupotą uderzają z buta na Uccle, do Barabaru. Widoczny z daleka szyld jest dla nich jak Mekka dla islamskich pielgrzymów, jak studnia dla zagubionych na pustyni, jak chmura wskazująca Żydom drogę do Ziemi Obiecanej. Dopadają go resztką sił z myslą o kolejnej blanche i przytulnym miejscu na parkiecie.&lt;br /&gt;Wielki łysy bramkarz usmiecha się do Uli przyjaźnie i otwiera przed nią drzwi. I zamyka je zaraz przed nosem Marie.&lt;br /&gt;- Pani ma za szerokie spodnie.&lt;br /&gt;Marie: Słucham?&lt;br /&gt;- I trampki na nogach&lt;br /&gt;Marie, całkiem zbita z tropu: ????&lt;br /&gt;- No. To jest Barabar, droga pani, trzeba jakos wyglądać. Postarać się chociaż trochę.&lt;br /&gt;Marie stoi osłupiała.&lt;br /&gt;Ula, zupełnie zdezorientowana, zaczyna się smiać.&lt;br /&gt;Ula: Wchodź, Marie. Pan się z ciebie zbija.&lt;br /&gt;Po czym pan, żeby pokazać, że się nie zbija, znowu zamyka przed Marie drzwi.&lt;br /&gt;Przez piętnascie minut, całą drogę z knajpy do Marie,obrzucałysmy jebaków przekleństwami.&lt;br /&gt;Ula ze scisniętym sercem, pożegnała Marie i ruszyła w kierunku swojego zamczyska przy 85, rue Greyson. Po pięciu minutach marszu, Ula zorientowała się, że nie tylko serce ma scisnięte. Żołądek też. A zorientowała się w momencie, kiedy żołądek gwałtownie się rozkurczył i kiedy przechylona przez rzeźbioną kamienną barierkę Ula, rzuciła pięknym pawiem w starannie utrzymany ogród La Cambre, mając szczerą nadzieję, że na znajdującej się w dole rzeżbionej, kamiennej ławeczce nie spi i nie sni jakis polski bezdomny. Byłoby doprawdy nieładnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Niedziela:&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;Ula trenuje wyscig z czasem na dystansie łóżko-kibel. Po 12 godzinach ćwiczeń, Ula ustanawia swój rekord stawiając się w pełnym pogotowiu nad sedesem już w 10 sekund po zwleczeniu się z wyrka. Parktyka czyni mistrza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Taki to wesoły, ostatni weekend w Brukseli miała Ula.&lt;br /&gt;Eh, życie, życie...jak pudełko czekoladek...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chyba z Tatara był ten tatar, orzekł przytomnie Klopot. I tym się pocieszam.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-113917401808994403?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/113917401808994403/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=113917401808994403' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113917401808994403'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113917401808994403'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2006/02/tatar-z-tatara-czyli-jak-ula.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-113874842859060830</id><published>2006-01-31T23:13:00.000+01:00</published><updated>2006-02-01T00:05:16.853+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div align="center"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/Toison%20d"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/320/Toison%20d%27or-%20Louise.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;WYPADKI CHODZĄ PO LUDZIACH&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Tak, tak.&lt;br /&gt;Wpadłam niedawno w Brukseli na koleżankę z ... konnego obozu sportowego w Pińczowie. Warto dodać, że miałam 13 lat, jak w nim uczestniczyłam.&lt;br /&gt;Nie wiem, jakim cudem żesmy jedna drugą rozpoznały, ale się udało. Może dlatego, że obie jestesmy typami, które raczej zapadają w pamięć. Khe, khm. No i mieszkałysmy razem w pokoju. Hihihihi.&lt;br /&gt;Wylądowałysmy ostatecznie na kawie. To znaczy, na soku z mango i arbuza. I, jak to mawiają, żesmy se pogadały. Wcale nie o starych, dobrych czasach, bo dla Oli ów obóz sportowy zakończył się traumatycznymi przeżyciami związanymi z końmi a dla mnie czteroletnią konną przygodą.&lt;br /&gt;Ola, po studiach w Londynie, trafiła do brukselskiego oddziału Friends of the Earth i z ogromną pasją opowiadała mi o REACHu, który opracowali i który ostatecznie przyjął w zeszłym tygodniu Parlament Europejski. Nie pamiętam o czym z pasją opowiadałam ja, ale ostatecznie rozmowa zeszła na Brukselę i Belgię. Oczywiscie.&lt;br /&gt;I tak siedziałam sobie na przeciwko niej, słuchałam i doszłam do wniosku, że może i przebywamy w tym samym miescie od jakiegos już czasu, ale znamy zupełnie inne dwa. Dwa miasta. I kraje.&lt;br /&gt;Ola obraca się w swojej, jakże z resztą przyjemnej, bańce mydlanej międzynarodowych urzędników i funkcjonariuszy.I od początku swojego pobytu w Brukseli, to jest od kwietnia 2005, poznała...jednego Belga. Który z resztą jest jakims tam asystentem gdzies tam.&lt;br /&gt;Ola była zaskoczona, jak się ode mnie dowiedziała, że Belgia jest federacją. I że Bruksela to, przede wszystkim, stolica Flandrii. Ola twierdzi, że w Brukseli co prawda dobrze się pracuje, ale że to takie nudne i brzydkie miasto.&lt;br /&gt;Pewnie, cooorvah mutch, że brzydkie. Oli nigdy się nie chciało sprawdzić, co jest za rogiem ulicy, przy której mieszka. A jest tam prawdziwa brukselska cafe z XIX wieku. Ze stolikami z giętego metalu, secesyjną ceramiką na scianach, rzeżbioną balustradą przy krętych schodach i oknami z kolorowego szkła. &lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/Porteuse%20d"&gt;&lt;img style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/320/Porteuse%20d%27eau.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I Ola zapewne nigdy nie pomyslała, żeby przejsć się do informacji turystycznej i z ulotką o "art nouveau" odszukać wsród setek szarawych budynków, secesyjnych kamieniczek o okrągłych balkonach i misternie plecionych, rzeżbionych okuciach nad drzwiami. I pewnie nie przyszło jej do głowy, że Horta, to cos więcej niż nazwa stacji metra, na której co dzień wysiada.&lt;br /&gt;Jak zaprowadziłam ją do kafejki, gdzie "do kotleta" a raczej "do lait russe" odbywają się przedstawienia teatrzyku kukiełkowego, Ola stwierdziła tylko "wow".&lt;br /&gt;I ja jej za to absolutnie nie winię. Szkoda tylko, że to opinia takich jak Ola jest najbardziej rozpowszechniona. &lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;br /&gt;Poza tym, stałam w poniedziałek rano przed wejsciem do Parlamentu Europejskiego i czekałam, aż Anja załatwi dla mnie obowiązkowy "badge", żeby mnie wpuscili. Stałam i przyglądałam się wędrówce ludów:&lt;br /&gt;dziesiątki ludzi wysiadały z walizkami z taksówek, autobusów z lotniska i pociągów. I razem z tymi walizkami te dziesiątki ładowały się prosto do Parlamentu rozpocząć nowy tydzień pracy. Po to, by w piątek rano, a najpóżniej popołudnie, załadować się znów do taksówek, autobusów na lotnisko i pociągów i powrócić na weekend do rodzinnych państw i miast. Jak oni mają to miasto docenić? Pewnie nawet nie próbują. Bo i po co. W Brukseli się pracuje a nie żyje i mieszka.&lt;br /&gt;Otóż, proszę Państwa, żyje się i mieszka. Całkiem miło i normalnie. &lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;/div&gt; &lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/320/IMG_20060131_0007.jpg" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;Tak własnie sobie pomyslałam siedząc w grupie 15 młodych, rozesmianych Belgów, którzy żegnali wyjeżdżającego na Erazmusa Benjamina.&lt;br /&gt;I nawet jesli wyląduję kiedys wewnątrz tej mydlanej bańki, to przynajmniej będę wiedzieć, co zostało na zewnątrz. O.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-113874842859060830?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/113874842859060830/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=113874842859060830' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113874842859060830'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113874842859060830'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2006/01/wypadki-chodz-po-ludziach-tak-tak.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-113848139432705444</id><published>2006-01-28T21:12:00.000+01:00</published><updated>2006-01-28T22:01:27.526+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div align="center"&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;Bracia Słowianie &lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;/strong&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/320/lepetitlieutenant.jpg" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;Wybrałam się do kina. Znów. Nie byłoby w tym nic niezwykłego a jednak...&lt;br /&gt;Ponieważ znów dokuczał mi kac a trailery wyglądały zachęcająco...no i jeszcze ze względu na długie godziny w chorobie, które umilał mi jedynie komisarz Maigret, tym razem wybrałam się na, tak zwany, film kryminalny. A raczej policyjny.&lt;br /&gt;Ogólnie rzecz biorąc, film bardzo mi się podobał, bo nie był zwykłą sieczką w swoim gatunku. Można by wręcz rzec, że daleko wykraczał poza swój gatunek: intryga była ciekawa i zaskakująca, mimo, że od początku wiadomo, kto zabił. Trup wcale nie scielił się za gęsto ( no, powiedzmy, w granicach dobrego smaku ) a postaci miały pogłębioną psychologię i niebanalne motywy działania.&lt;br /&gt;Tak więc wcale nie żałuję, że &lt;span style="color:#ffff00;"&gt;"Le petit Lieutenant"&lt;/span&gt; obejrzałam. I nawet tych 7 euro nie żałuję. Ale, przyznaję, miałam poważny moment kryzysu, kiedy aż mnie podniosło z krzesła i chciałam skierować się ku wyjsciu. I to nie dlatego, że film nawalał. O nie. Uniosły mnie z fotela pobudki czysto patriotyczne.&lt;br /&gt;Już się tłumaczę.&lt;br /&gt;W mniej więcej dziesiątej minucie filmu, na policyjny komisariat w Paryżu przyprowadzają rzeźimieszka, który awanturował się w barze. Policjanci próbują zmusić go do badania alkomatem. A to nie jest takie proste.&lt;br /&gt;Rzezimieszek okazuje się nielegalnie przebywającym w ojczyźnie Moliera bezdomnym o swojsko brzmiącym nazwisku Andrzej Wałęsa. W wersji francuskiej: Andre Walesa - no żesz, cholera, najbardziej znane polskie nazwisko na obczyźnie. Ów Wałęsa bluzga z miejsca paryskich policjantów czystą polszczyzną. Najlepiej słyszalna kwestia brzmi mniej więcej tak:&lt;br /&gt;- Kurwa, ja ci zaraz nadęty skurwysynu zapierdolę i kurwa wszystkie zęby jebańcu powybijam !!!&lt;br /&gt;Mam powody, by przypuszczać, iż Wałęsą był autentyczny polski naturszczyk debiutujący we francuskim kinie. Żaden Polak wychowany na obczyźnie nie jedzie tak pięknie slangowo...&lt;br /&gt;Na dodatek, biedny Walesa ma tylko 2 promile w wydychanym powietrzu. Więc co się, coooorvah mutch, czepiają?!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Mało tego. Chłop najwyraźniej nie ma w życiu szczęscia,bo zostaje zamordowany. I tak oto dzielni francuscy policjanci wpadają na trop morderczej, rosyjskiej mafii, która programowo składa się z byłych żołnierzy Matuszki Rosiji teraz trudniących się nielegalnym handlem bronią z Czeczeńcami...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;Może to i pocieszające, że Polaczkowie to tylko drobni przestępcy i masa bezdomnych karmiona francuską zupą na wieprzowinie w jadłodajniach swiętego Alberta, podczas gdy nasi bracia Słowianie zza Uralu okazują się naprawdę ciężkim kalibrem ??? Może. Ale nie czuję się pocieszona.&lt;br /&gt;Stereotypy, stereotypy. Tylko jakże, kurwa, zgodne z francusko-belgijską rzeczywistoscią obserwowaną na co dzień !!! &lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;A film polecam.&lt;br /&gt;Warto go obejrzeć dla głównej bohaterki, którą jest nękana egzystencjalnymi problemami pani komisarz...i dla paru przystojnych policjantów w policyjnie niebieskich trampkach i o pięknie rzeźbionych torsach. No i jeszcze dla tej sceny, gdzie podczas gdy pani komisarz i tytułowy bohater stoją nad Sekwaną i jarają zioło w poczuciu wspólnoty, przechodzący dres ostrzega ich, że za rogiem jest komisariat...I jeszcze dla paru innych scen też...&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-113848139432705444?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/113848139432705444/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=113848139432705444' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113848139432705444'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113848139432705444'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2006/01/bracia-sowianie-wybraam-si-do-kina.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-113813954195044958</id><published>2006-01-24T21:50:00.000+01:00</published><updated>2006-01-24T22:53:09.026+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;There's an orchestra in me&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;Playing endlessly&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;I even hear it now&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;They play in the devil's key&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;An endless symphony&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;I even hear it now&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;And I listen to music&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;Beautiful music...&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;strong&gt;1.&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;strong&gt;Sekretarzem ISTI jest Stephen. &lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;strong&gt;Lat: około 30. &lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;strong&gt;Cechy charakterystyczne: wredny, z pudełkiem żelu na głowie, za dużym ego i poważnymi przejawami seksualnej desperacji.&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;strong&gt;Miałam mieć egzamin ustny z literatury u doktor Żaby więc wbiłam się po raz pierwszy w jedyną kieckę, jaką mam ze sobą, strzeliłam staranny makijaż i wpasowałam moją podręczną mleczarnię w białą koszulę.&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;strong&gt;Po czym doktor Żaba się rozmysliła i nie zważając na moje wysiłki, zrobiła nam egzamin pisemny. Musiała ukrasć dla nas z sekretariatu długopisy i papier, bo oczywiscie nikt nic nie miał ze sobą.&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;strong&gt;Po egzaminie, stoję sobie sama na parterze i zakładam kurtkę. Zawijam szyję szalikiem, bo mrozi jak nigdy ( -2 na termometrze, poważna sprawa ) i starannie nasuwam rękawiczki. Nagle słyszę za plecami:&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;strong&gt;- Oh, bejbe!&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;strong&gt;I widzę Stephena, który zatrzymuje się bezczelnie w pół kroku i taksuje moje nogi od stóp aż do miejsca, gdzie ( w końcu ) znikają pod spódnicą. Szlag mnie trafia, ale się nie oddzywam. Stephen podejmuje marsz żywym krokiem w kierunku następnego korytarza. Idzie. Tuż przed wejsciem w korytarz odwraca głowę. Znowu gapi się na moje nogi. Po czym, jak w kiepskiej komedii, włazi prosto w szklane drzwi a wielka metalowa klamka wbija mu się prosto w oko.&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;strong&gt;- Kurwa - reaguje Stephen nad wyraz inteligentnie.&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;strong&gt;Zataczałam się ze smiechu przez następny kwadrans.&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;strong&gt;                                                                            *****&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;strong&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/320/IMG_20060122_0032.0.jpg" border="0" /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;strong&gt;2.&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;strong&gt;Jadę sobie autobusem numer 71 i słucham mp3, które na odtwarzacz wrzucił mi Julien. Straszne korki. Szybciej byłoby piechotą, ale mi się nie chce. Obok mnie siedzi przesliczny chłopaczek o skórze w kolorze mlecznej czekolady. Krótkie włoski, zabójczy usmiech. Beżowy kożuszek i błękitna koszula. Pachnie najnowszym Emporio Armaniego. Cudeńko.&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;strong&gt;Gapię się w okno i słucham uparcie kawałka "Herbaliser" wytupując sobie rytm nogą. Nagle czuję jak do mojej dołącza się noga chłopaczka.&lt;/strong&gt;&lt;strong&gt;Pewnie słyszy przez słuchawki.&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;strong&gt;Tupiemy tak sobie chwilę razem aż nagle słyszę w słuchawkach:&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;strong&gt;"Suck, cock, prick, fuck are not bad words". Zaczynam smiać się praktycznie w głos. Na twarzy chłopaczka wykwita bielusieńki, równy jak od linijki usmiech i czarne oczka zaczynają mi się uważnie przyglądać. Zerkam na niego ukradkiem i dalej sobie tupiemy.&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;strong&gt;- Mam na imię Samuel, Sam. Nie dałabys mi swojego numeru? Poszlibysmy na jakas kawe?&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;strong&gt;Mysle, mysle. Usmiecham się najbardziej uroczo jak tylko potrafię.&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;strong&gt;- Ok. A jestes pewien, że zadzwonisz?&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;strong&gt;- Zadzwonię na pewno.&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;strong&gt;- 02 224 443 34. Pytaj o Nathalie.&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;strong&gt;- Spadam. Do usłyszenia.&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;strong&gt;Puszcza do mnie oko i wysiada w pospiechu na tzw. brukselskim Matonge.&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;strong&gt;Ciekawe, co mu powie Stephen jak zadzwoni do sekretariatu i zapyta o jego 200-kilogramową czarną jak smoła wspołpracowniczkę??&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;strong&gt;Czy życie nie jest bardziej absurdalne niż najbardziej kiepska z komedii klasy C ??&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-113813954195044958?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/113813954195044958/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=113813954195044958' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113813954195044958'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113813954195044958'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2006/01/theres-orchestra-in-meplaying.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-113770745765056955</id><published>2006-01-19T22:20:00.000+01:00</published><updated>2006-02-08T19:33:02.483+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;Z RODZINĄ DOBRZE WYCHODZI SIĘ TYLKO NA ZDJĘCIACH I TO JEDYNIE W SRODKU, BO INACZEJ CIĘ WYTNĄ.&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align="center"&gt;Zawsze mi to powtarzali, ale musiałam przekonać się na własnej skórze, aby uwierzyć.&lt;br /&gt;Aby jakos podniesć sobie nadszarpnięte morale, postanowiłam pójsć za zwem mojej słowiańskiej krwi i wziąć sobie do serca Rosyjski Kalendarz na rok bieżący, którego pokazać nie mogę, bo się nie chce załadować. Popuscie więc wodze fantazji...&lt;br /&gt;Nie chce mi się pisać, bo po dwóch porcjach wódki nadal szkoda mi słów, ale myslę, że jak już skończymy z Marie to 0,7 litra rosyjskiej Matrioszkaja Wodkaja, czy jakos tak to natchnienie znajdzie się samo.&lt;br /&gt;A smiałam się ostatnio z Magdy - tej rozsądnej i nigdy nie nadużywającej Magdy, która w przypływie dobrego humoru i zupełnie na trzeźwo demonstrowała Polskiego Studenta na Stypendium...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;IMAGE CENSORED &lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;Trzymajcie kciuki za moją wątrobę. &lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-113770745765056955?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/113770745765056955/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=113770745765056955' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113770745765056955'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113770745765056955'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2006/01/z-rodzin-dobrze-wychodzi-si-tylko-na.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-113752773350378497</id><published>2006-01-17T20:31:00.000+01:00</published><updated>2006-01-17T21:26:41.916+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div align="center"&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Małe katharsis&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/320/vavisdeviensgal49.jpg" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;Stan rozkładu spowodowany ciężkim kacem i absolutnym wyczerpaniem organizmu trwał czas jakis. W tym jakże radosnym nastroju zwlokłam moje zwłoki z barłogu i w towarzystwie głębokiej zimowej depresji oraz koleżanki wybrałam się do maleńkiego, studyjnego kina na film, o którym wczesniej nie słyszałam, ale którego recenzja wyglądała bardzo zachęcająco: &lt;span style="color:#ffff00;"&gt;"Va, vis et deviens "( Idź, żyj i bądź ).&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Film traktował o tym, jak we wczesnych latach 80tych Mosad w ramach tajnej operacji "Mojżesz" ratował etipskich żydów przed smiercią głodową ewakuując ich pod osłoną nocy z sudańskich obozów dla uchodźców do Izraela. Głównym bohaterem filmu jest 9-letni chłopczyk, chrzescijanin, którego matka ratuje nakazując mu odejsć i skłamać, że jest żydowską sierotą. I ten chłopczyk nie rozumie dlaczego matka go odtrąca. I nie wie jak poradzić sobie z brzemieniem kłamstwa, w którym przyszło mu żyć. Adoptuje go biała żydowska rodzina w Tel-Avivie i on dorastając odkrywa co to znaczy być żydem, co to rasizm, strach, odrzucenie, ból i smierć, co to miłosć i poswięcenie, i prawda, i samotnosć. Co to życie, po prostu.&lt;br /&gt;Film jest przesycony ciszą, ciszą etiopskiej pustyni i hałasem wojny i latających wokół kul. Składa się z obrazów, które swoją intensywnoscią, statycznym pięknem i sugestywnoscią trafiają prosto tam, gdzie słowom potrzeba wiele czasu, aby dotrzeć. Te obrazy wciąż mam przed oczami, wciąż wracają do mnie w myslach i nie pozwalają o sobie zapomnieć.&lt;br /&gt;Niesamowite.&lt;br /&gt;Nie pamiętam kiedy ostatnio cos zrobiło na mnie aż tak wielkie wrażenie. Naprawdę. Polecam i od razu mówię, że nie wiem, czy jest w polskich kinach...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atmosfera na widowni też była nieziemska.&lt;br /&gt;Zaczęłam płakać po trzech minutach filmu - trzech minutach absolutnej ciszy. I nie skończyłam aż do końca. Koleżanka po prawej częstowała mnie ofiarnie chusteczkami. Kobieta po lewej, dzielnie wtórowała moim pochlipywaniom i tylko usmiechałysmy się do siebie z sympatią. Chłopak, który siedział dwa siedzenia dalej uciekł najszybciej jak mógł, żeby nie było widać, że też się wzruszył...Ale i tak nam nie umknął: spotkalysmy go przed wejsciem jak zapalał papierosa drżącą ręką i wybuchnął smiechem na widok naszych czerwonych i zapuchniętych ocząt. Co by się pocieszyć, całą trójką wylądowaliśmy na piwie :-)))) Faktycznie zadziałało jak balsam, również na moją nabrzmiałą od nieumiarkowania w spożyciu wątrobę, która jeszcze parę godzin wczesniej starała się ze mnie wypełznąć przez uszy...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-113752773350378497?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/113752773350378497/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=113752773350378497' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113752773350378497'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113752773350378497'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2006/01/mae-katharsis-stan-rozkadu-spowodowany.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-113711081355342321</id><published>2006-01-12T22:31:00.000+01:00</published><updated>2006-01-13T14:30:41.206+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;Sesja, czyli stan klęski żywiołowej&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Przez mój mały mikrokosmos przetacza się własnie katastrofa naturalna. I o ile nie jest to huragan Kathrina, o tyle siła niszcząca owej katastrofy jest co najmniej Kathrinie równa...&lt;br /&gt;Jako prezydent mojego małego swiatka, ogłosiłam własnie stan klęski żywiołowej i mobilizuję wszystkie zasoby energii - w tym i tej pozytywnej - aby ten czas próby jakos przetrwać. I ograniczyć szkody i zniszczenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;La priorité - limiter les dégats !!!&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Sesja.&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;Nigdy nie podchodziłam do niej jakos specjanie poważnie - wtedy, na Kicu odbywały się przecież najlepsze imprezy. Zawsze miałam podejscie pod hasłem: trzeba po prostu to paaaskudztwo zaliczyć. I z pomocą sił wyższych i szczęsliwej gwiazdy, która głupich nie opuszcza, jakos tam się wszystko zaliczało. &lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/IMG_20060113_0019.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/320/IMG_20060113_0019.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na ISTI są własciwie same egzaminy praktyczne. Zwłaszcza w sekcji ustnej, bo w pisemnej sprawy się komplikują. Ale mnie to, na szczęscie, nie dotyczy. Dotyczą mnie natomiast egzaminy dla Erazmusów, do których cos tam zawsze wypada zrobić, żeby nie wyjsć na totalnego głąba. No więc cos tam robię. Nie wkładam w to specjalnie serca, bo Erazmusi i tak traktowani są jak uposledzeni umysłowo i fizycznie. Tak więc moja sesja jest jedynie radosnym przedłużeniem przerwy swiątecznej.&lt;br /&gt;Rzecz ma się inaczej dla moich współlokatorów. Moi współlokatorzy studiują bowiem na elitarnych kierunkach elitarnego uniwersytetu ULB, uczelni o frankomasońskim rodowodzie. Ale to akurat jest nieważne. Ważne jest to, że mają teraz sesję i jak na prawdziwych studentów przystało nie dotknęli przedtem żadnej ksiązki. Co więcej, na zajęcia chadzali raczej z rzadka, bo każdy przy okazji odbywał jakis obowiązkowy staż. Grunt, że mają po około 6 egzaminów w mniej więcej trzydniowych odstępach czasu. Co gorsza, do każdego z tych egzaminów jest sylabus - cos w rodzaju naszych skryptów, tyle, że redagowanych przez odpowiednich wykładowców. Każdy z tych sylabusów ma przeciętnie 220 stron napisanych językiem, którego nikt nie rozumie - takim absolutnie zakręconym akademickim dyskursem, który komplikuje rzeczy najprostsze i zaprzecza sobie samemu przeciętnie co dwie strony.&lt;br /&gt;Tak oto, razem z sesją, mały mikrokosmos mojego Kota ogarnęła czarna rozpacz, panika i całkowity chaos. Wszystko jest w stanie rozkładu.&lt;br /&gt;Po schodach, kuchniach i łazienkach snują się blade postaci w nieodłącznych piżamach i nocnych koszulach z wyblakłymi napisami ( w takich strojach wszystko szybciej wchodzi do głowy ), o na wpół przymkniętych powiekach, przygarbionych plecach i w nastrojach co najmniej pogrzebowych.&lt;br /&gt;Maszynki do kawy nie nadążają z parzeniem smoliscie czarnej kawy i rozgrywają się nad nimi regularne wojny nerwów i wrogich spojrzeń.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Marie &lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;popłakała się wczoraj, jak ją Lau poprosiła o zmycie garnka po zupie. Biedna Marie chlipała pół godziny, że Lau na nią krzyczy. Co oczywiscie było nieprawdą. A potem położyła się krzyżem na progu swojego pokoju twierdząc, że tam nie wejdzie, bo w pokoju straszy białymi kartkami, które tylko czyhają na okazję, by ją ugryźć.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Lau&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; biega jak pierdolnięta w tą i z powrotem po schodach między piętrami, trz&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/IMG_20060113_0023.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/IMG_20060113_0023.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;aska drzwiami, spiewa fałszywym dyszkancikiem nieprzyzwoite piosenki, smrodzi wszędzie papierosowym dymem i pracuje jak odkurzacz: wciąga do otworu gębowego wszystko, co wygląda na nadające się jeszcze do spożycia.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Elo&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; chodzi trzymając się scian, w obawie, że - cytuję - pierdolnie jak tylko opusci ręce. Twarz ma koloru niebieskiego i nie powiem, żeby jej było do twarzy.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Nath&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; znalazła niezawodny sposób na oszczędzenie czasu: postanowiła nie myć się w przerwach między egzaminami. Za to wietrzy. Dobrze, że pogoda jest naprawdę ładna, inaczej nie pokusiłabym się o przekroczenie progu jej pokoju...Siedzi stale nad swoim Apple, na który z uniwersyteckiej sieci posciagała częsć niezbędnych materiałów i wpatruje się w ekran nieco otępiałym wzrokiem. Pukam do niej wczoraj:&lt;br /&gt;- Puk, puk.&lt;br /&gt;- Taaak??&lt;br /&gt;- Czesć, Nath. Jak ci idzie??&lt;br /&gt;- Ula, czy sądzisz, że jak skończę to piwo, to lepiej zrozumiem związki pomiędzy aktualnym rozmieszczeniem potomków plemion celtyckich na kontynencie a rewolucją przemysłową w XIX wieku?&lt;br /&gt;- Yyyy. Nie wiem, Nath. Ale trzeba wierzyć...&lt;br /&gt;- A czy to jest jadalne? - zapytała podnosząc paczkę surowego makaronu.&lt;br /&gt;- Nath, może bys to ugotowała?&lt;br /&gt;- Nie mogę. Nie mam czasu. Muszę to zjesć tak, jak jest. Nawet daję radę.&lt;br /&gt;- Aha. To powodzenia.&lt;br /&gt;- Dzięki - odpowiedziała Nath wpatrując się w ekran i wpychając sobie do ust kawał surowego makaronu spaghetti.&lt;br /&gt;Tylko &lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Vincent&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; zachowuje całkowity spokój i pogodę ducha. Pewnie dlatego, że powtarzał już każdy rok akademicki a na czwartym jest po raz pierwszy, więc i tak liczy się z tym, że go będzie repetował. Próbuje przyswoić sobie materiał z prawa cywilnego, ale nie wiem jak bardzo pomaga mu w tym leżenie na plecach i gapienie się w sufit. Chyba, że cos na nim wyswietla, a ja nie widzę, bo ultrafioletem...Za to niebieska piżama w paski, z którą nie rozstaje się już kolejny dzień nadaje mu wygląd bardzo wiarygodny. Zupełnie jak mojemu dziadkowi, kiedy udaje, że ma grypę...&lt;br /&gt;Tak więc atmosfera w Kocie nie sprzyja, jak widzicie, rozrywce w najmniejszym stopniu...&lt;br /&gt;Dlatego zarządziłam własną ewakuację...Próbuję więc ograniczyć spędzany tam czas, ale różnie z tym bywa. Za to obserwacje natury socjologiczno-antropologicznej są absolutnie fascynujące...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-113711081355342321?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/113711081355342321/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=113711081355342321' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113711081355342321'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113711081355342321'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2006/01/sesja-czyli-stan-klski-ywioowej-przez.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-113675488150419421</id><published>2006-01-08T22:12:00.000+01:00</published><updated>2006-01-08T22:39:18.560+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div align="center"&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;&lt;strong&gt;Wszystko wraca do normy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;Bardzo lubię angielskie słówko ( francuskiego pochodzenia) : "succinct". We francuskim słówko owo jest w użyciu powszechnym i to dokładnie w tym znaczeniu, co angielskie "succinct". Tyle, że własnie ze względu na tę powszechnosć nie lubię go we francuskim. A w angielskim tak. Bo powszechnosć użycia jest żadna. W angielskim, słówko "succinct" należy do wyższego, akademickiego rejestru. Nadużywają go jedynie mówiący po angielsku frankofoni. Ale oni w ogóle nadużywają, więc cóż.&lt;br /&gt;Po tym lingwistycznym wstępie, mogę wreszcie przejsć do rzeczy. Dzisiejszy post będzie własnie "succinct". Ograniczy się do tego lingwistycznego wstępu i krótkiego wierszyka, który własnie przyszedł mi do głowy:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;&lt;strong&gt;Już od rana włos na głowie mam zmierzwiony,&lt;br /&gt;Od sztafety książka-komputer wzrok zamglony,&lt;br /&gt;Zębów zgrzytanie i nastrój chujowy&lt;br /&gt;Jak komunistyczny pochód pierwszomajowy.&lt;br /&gt;Wobec tego spadku mentalnej formy,&lt;br /&gt;Muszę stwierdzić z rozpaczą:&lt;br /&gt;Wszystko, cholera, wraca do normy !!! &lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;br /&gt; &lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/400/Kanibalizm.jpg" border="0" /&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;P.S. ( bo post miał się już skończyć) Oglądałam dzis po raz drugi "Closer". Tym razem w wersji egzotycznej: z francuskim dubbingiem. I zaiste powiadam Wam: Natalie Portman, Clive Owen i Julia Roberts brzmią po francusku fatalnie. Film, genialny i zdaję sobię sprawę, że nie jest to opinia z gatunku odkrywczych, ale jego ogólnie dosć pesymistyczna wymowa, dołożyła tylko mojej sesyjnej depresji do pieca. I zaczęłam się zastanawiać poważnie, czy nie jestem jak ta filmowa, grana przez Julię Roberts, Anna typem depresyjnym. Czyli takim, który aby być szczęsliwy potrzebuje czuć się chociaż trochę nieszczęsliwy...Jesli tak, to nic tylko się pociąć...&lt;br /&gt;Chociaż kto wie: może moim wiecznym poczuciem głębokiego nieszczęscia przyczynię się kiedys jak robot Marvin do uratowania, jesli ż nie calej Galaktyki, to przynajmniej ludzkosci...Howgh.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-113675488150419421?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/113675488150419421/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=113675488150419421' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113675488150419421'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113675488150419421'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2006/01/wszystko-wraca-do-normy-bardzo-lubi.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-113649847268854109</id><published>2006-01-05T22:06:00.000+01:00</published><updated>2006-01-05T23:01:12.840+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;HOMEY,&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;czyli jak bardzo pojęcie "dom" jest rzeczą umowną&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/bus_6_44.jpg" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;&lt;strong&gt;Londyński&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt; autobus nr 38 powinien zostać nazwany linią turystyczną. Naprawdę. Przejeżdża przez kawał miasta - od scisłego centrum aż po dosyć zapyziałą dzielnicę Clapton, gdzie jak przed wojną na polskich Kresach rządzą chasydzcy żydzi.&lt;br /&gt;Na trasie przejazdu autobusu nr 38 znajduje się poza tym cała gama punktów turystycznie strategicznych: Victoria Station ( khe, khym ), St James' Park, Buckingham Palace, Piccadilly Circus itp., itd.&lt;br /&gt;Siedziałam sobie cierpliwie w tymże autobusie i oglądałam Londyn przez szybę usmiechając się na wspomnienie moich po miescie wędrówek. Siedziałam sobie w ciepłym wnętrzu autobusu, silnik mruczał uspokajająco i języki z każdego zakątka swiata mieszały mi się w uszach. A za szybą padał deszcz. Punkty w lekkiej oddali spowijała szara mgła i Londyn chyba nigdy nie wyglądał bardziej londyńsko.&lt;br /&gt;Na kolanach rozłożony miałam "The Hitch Hiker's Guide to the Galaxy" i usiłowałam rozwiązać dylemat: skupić się na lekturze, czy na wyglądaniu przez okno? W efekcie nie potrafiłam skupić się ani na jednym ani na drugim. W pewnym momencie opusciłam jednak wzrok na otwartą na moich kolanach książkę i uderzyła mnie dziwna mysl.&lt;br /&gt;Po co tworzyć sztuczne swiaty, szukać atrakcji na odległych gwiazdach i planetach, czytać o kosmicznych statkach i równie kosmicznych nieporozumieniach skoro swiat dokoła jest tak fascynujący? Po co wymyslać i udziwniać skoro samo życie pisze najbardziej zaskakujące i barwne scenariusze? No, po co? Hm?&lt;br /&gt;A potem zrobiłam rachunek sumienia i sama odpowiedziałam sobie na to pytanie.&lt;br /&gt;Mnie po prostu nie do końca wygodnie jest w rzeczywistosci. Nie czuję się jej częscią. Nie rozumiem jej. Czasem mnie zachwyca. Czasem przerasta. Czasem przeraża. A czasem wyrzuca na margines, w swiat moich własnych urojeń, w którym oczywiscie wygodniej mi niż w rzeczywistosci taką, jaka ona jest.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A może to tylko deszcz i londyńska mgła?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/IMG_0918.jpg" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;Przygotowywałam się do wysiadki na dworcu &lt;span style="color:#ffcc33;"&gt;&lt;strong&gt;Bruxelles&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt; Midi i kiedy mój współtowarzysz podróży usłyszał, że wzdycham pod nosem "Home, sweet home", rozesmiał się w głos.&lt;br /&gt;Zabawne, jak do pewnych rzeczy człowiek szybko się przyzwyczaja.&lt;br /&gt;Zabawne jak człowiek, który od kilku lat peregrynuje po rozmaitych lokalach i dzielnicach Wawy a teraz i trochę dalej, zaczyna po zaledwie kilku tygodniach nazywać "domem" miejsce, w którym stoi jego łóżko.&lt;br /&gt;Zabawne i przerażające.&lt;br /&gt;Na dworcu moje uszy połaskotał znajomym brzmieniem język francuski i naprawdę poczułam się u siebie.&lt;br /&gt;Szkoda tylko, że na powitanie w tym "u mnie" hanibnie mnie okradziono. W tramwaju numer 90 relacji Gare du Midi - Metro Rogier.&lt;br /&gt;Moja mama usłyszawszy tę wiadomosć rzekła tylko: "Pewnie na dodatek jakis Polak."&lt;br /&gt;Hahaha.&lt;br /&gt;Jakie to, niestety, prawdopodobne. &lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-113649847268854109?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/113649847268854109/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=113649847268854109' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113649847268854109'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113649847268854109'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2006/01/homeyczyli-jak-bardzo-pojcie-dom-jest.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-113633211112636883</id><published>2006-01-04T00:08:00.000+01:00</published><updated>2006-01-04T01:11:27.680+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div align="center"&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;HAPPY NEW YEAR&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Nowy Rok rozpoczęłam w nieodłącznym towarzystwie mojego Anioła Stróża.&lt;br /&gt;W uznaniu zasług należy mu się gratyfikacja, dlatego postanowiłam nadać mu imię. I pomimo, że jako osoba wychowana w tradycji katolickiej powinnam wiedzieć, że anioły są isotami pozbawionymi płci, to mam niejasne wrażenie, iż mój Anioł Stróż jest mężczyzną i to na pewno nie gejem. Dlatego postanowiłam nazwać go Adamem. Na czesć pierwszego heteroseksualnego mężczyzny, którego na pewno nie dotyczył syndrom chwiejnych nastrojów związanych ze swędzeniem tylnej częsci ciała lub uderzeniem płynów biologicznych do mózgu w wyniku nagłego spadku aktywnosci seksualnej. W końcu Adam miał Ewę. A jako że zgodnie z nauką Talmudu Ewa odkryła seks zrywając z zakazanego drzewa owoc i jako że Adama i Ewy dotyczyło boskie przykazanie "idzcie i rozmnażajcie się", Adam zapewne miał Ewę w dzień i w nocy. W dzień owulacji i nie. Dlatego mój Anioł Stróż ma od dzis na imię Adam. Mój Anioł nosi piękne, semickie imię ojca całej ludzkosci. Tego tak gwarowo zwanego jebaki, który zapewne sprowokował wynalezienie kobiecego bólu głowy. Ale nic to, to wszystko nic.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym kontekscie mój kostium aniołka na New Year's Eve Fancy Dress Party wydał mi się wręcz profetyczny. Był takim na wpół swiadomym a na wpół instynktownym uznaniem obecnosci i roli, jaką mój Anioł Stróż odgrywa w moim życiu. Zakręconym jak baranie rogi życiu poszukiwaczki guza i mocnych wrażeń, niezmordowanej mistrzyni w komplikowaniu spraw najprostszych, osoby, która mysli za dużo i mówi o tym za mało. Ale nic to, to wszystko nic. &lt;/div&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/IMG_20051231_0033.jpg" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;W tych pierwszych dniach Nowego Roku mój Anioł Stróż Adam spisał się absolutnie na medal dając mi kilka niezapomnianych lekcji:&lt;br /&gt;- by tak rzec słowami poety i wieszcza:&lt;br /&gt;" Some are born to sweet delight,&lt;br /&gt;some are born to endless night",&lt;br /&gt;czyli niektórych szczęscie po prostu nie opuszcza, jesli tylko wiedzą, jak mu pomóc i nie są wystarczająco naiwni, by wierzyć w życiu w sprawiedliwosć.&lt;br /&gt;Niedowiarkom i zainteresowanym podaję referencje kinowe: "Utalentowany pan Ripley" i "Match Point", coby się dalej nie rozwodzić.&lt;br /&gt;Najważniejsze to kusząc los dowiedzieć się, po której jestesmy stronie barykady. Ja już wiem.&lt;br /&gt;Bo mój Anioł Stróż pokazał mi niedawno, że czasami w naszym życiu dzieje się pozornie cos bardzo złego, tylko po to, by zrobić w nim miejsce i fizyczną przestrzeń na cos innego i o wiele ważniejszego. Innymi słowy, że czasem trzeba starcić cos, do czego przywiązujemy ogromną wagę, po to, by zrozumieć jak niewiele było to warte w obliczu tego, co w naszym życiu zjawia się potem a co w przeciwnym wypadku zjawić by się nie mogło.&lt;br /&gt;Chciałabym przestać mówić ogólnikami, ale na to przyjdzie jeszcze czas. Tak twierdzi Adam.&lt;br /&gt;Yeah.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;It is gonna be a veeery Happy New Year. &lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/IMG_20051231_0020_edited.jpg" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;I życzę tego każdemu, kto doczytał ten post do końca. Buziaki dla wszystkich, bo kocham dzis - na zaraniu Nowego Roku - absolutnie cały swiat.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-113633211112636883?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/113633211112636883/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=113633211112636883' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113633211112636883'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113633211112636883'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2006/01/happy-new-year-nowy-rok-rozpoczam-w.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-113598751574467622</id><published>2005-12-31T00:51:00.000+01:00</published><updated>2005-12-31T01:59:03.226+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/IMG_20051230_0008.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/IMG_20051230_0008.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;OLD AND MERRY ENGLAND&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Ten, kto był w Paryżu, był w Paryżu. Ale nie we Francji. Kto zna Nowy Jork, zna Nowy Jork. Ale nie Stany Zjednoczone. Kto widział Kraków, widział Kraków. Ale nie Polskę. Kto zwiedził Londyn, zwiedził Londyn. Ale nie Wielką Brytanię.&lt;br /&gt;I te de. I te pe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobra. Spędziłam trzy miesiące w Devon. Myslałam, że wiem, z czym się Anglię je. Dzisiaj dotarło do mnie, że źle myslałam.&lt;br /&gt;Lato w Anglii, to nie Anglia. A już na pewno nie Wielka Brytania.&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;Wielka Brytania to kanapki z boczkiem na sniadanie.&lt;br /&gt;To stada oznaczonych niebieską farbą owiec, co beztrosko pasą się przy torach czasem tylko podnosząc czarne łby i patrząc ze zdziwieniem na mijający je pociąg.&lt;br /&gt;To deszcz, który nie pada tylko wisi nonszalancko w powietrzu zamieniając je w gęstą zupę, przez którą ledwo widać, że rzeka, co była tu jeszcze parę godzin temu wyszła i niedługo wróci.&lt;br /&gt;To rozsiane w najmniej spodziewanych miejscach normańskie ruiny, na które patrzysz i nie wiesz, czy od nadmiaru wrażeń oczy zaszły ci już romantyczną mgłą, czy też ta mgła faktycznie tam jest.&lt;br /&gt;To mysl o filiżance gorącej herbaty, która nadaje życiu powiew egzotyki, gdy otula cię szczelny płaszcz nieprzeniknionej zimowej szarosci.&lt;br /&gt;To Bristol, przez który maszerujesz dziarsko z myslą dotarcia do centrum, tylko po to, by odkryć jak bardzo umowna jest granica między pojęciem "centrum" i "przedmiescia".&lt;br /&gt;To Cardiff, gdzie z dwunastowiecznej baszty w srodku miasta ledwo widać oddalony o kilkaset metrów słynny Millenium Stadium a na ulicy słychać język, który jesli już z czyms w ogóle może się kojarzyć, to chyba tylko z zaginionym Avalonem lub królową Elfów. &lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/IMG_20051230_0043.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/IMG_20051230_0043.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I kiedy to już pojmiesz, zaczynasz rozumieć dlaczego to tu spiewał mityczny Osjan. I dlaczego Tolkien nie mógł być innej narodowosci i po prostu MUSIAŁ być Anglikiem. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;A ja trwam sobie w stanie lekkiego oszołomienia, całkowicie zaskoczona tym banalnym odkryciem, że aż do tej chwili byłam częscią tej ciemnej ludzkiej masy, która ucząc się języka GLOBISH z pobudek czysto racjonalnych i ekonomicznych nie ma absolutnie bladego pojęcia jak bogata, odmienna i niedoceniana kryje się za nim kultura.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Howgh.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-113598751574467622?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/113598751574467622/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=113598751574467622' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113598751574467622'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113598751574467622'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2005/12/old-and-merry-england-ten-kto-by-w.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-113585732159140939</id><published>2005-12-29T12:54:00.000+01:00</published><updated>2005-12-31T00:50:32.546+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div align="center"&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;KTOS MUSI BRUDZIĆ, ŻEBY SPRZĄTAĆ MÓGŁ KTOS&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;Strajkuję. Zawiązałam jednoosobowy związek zawodowy i strajkuję. Jedno jest pewne: nie jest to strajk głodowy. O nie... Ale ciągle strajk.&lt;br /&gt;Chociaż może lepsze byłoby stwierdzenie, że prowadzę bierny opór. Bierny opór wobec domowego terroru, który ma tutaj miejsce. Domowa przemoc psychiczna. Przemek – terrorysta.&lt;br /&gt;Posprzątać. Poodkurzać. Zmienić pościel. Schować ciuchy do szafy. Dosunąć szufladę, bo majtki wystają. Pozmywać. Wsawać, bo już ósma i kury pieją.&lt;br /&gt;Spoko. Spoko.&lt;br /&gt;No dobra. Ma rację. Jestem bałaganiarą. Chaos to mój stan naturalny. I może przeszkadzać. Rozumiem. Ja wszystko rozumiem. I odrobina mobilizacji jeszcze nikomu nie zaszkodziła. A mnie zwłaszcza. Ale co on będzie sprzątał jak wyjadę?&lt;br /&gt;Ktoś musi brudzić, żeby sprzątać mógł ktoś !!!&lt;br /&gt;I im bardziej biedak się krząta, im większy robi problem, tym mi gorzej. Tym bardziej strajkuję. Ogarnia mnie niemoc i wzrasta mój bierny opór. Do rozmiarów, o które bym się w życiu sama nie podejrzewała.&lt;br /&gt;Kimże ja w końcu jestem w porównaniu z Marie, u której w pokoju kwitną opakowania po dawno zapomnianych czipsach? W porównaniu z Groszkiem, za którym pełzała patelnia żebrząc, by sobie o niej przypomniał w miesiąc po tym, jak robił na niej jajecznicę? W porównaniu z Basią, która dopóki nie potknęła się o stertę śmieci na środku pokoju, nie wiedziała, że trzeba by ją chociaż przesunąć? Z Vincentem, do którego nigdy nie mam odwagi wybrać się w samych kapciach, bo podłoga przypomina pole minowe? Z Maćkiem, który dopóki jego dawno zdechły szczur nie zaczął śmierdzieć nie pomyślał, by mu sprzątnąć klatkę? Z Natalie, u której siadając na kanapie przed telewizorem natknęłam się na dobrze już zaschnięte i zwietrzałe kocie wymiociny?&lt;br /&gt;Jestem nikim. Prochem. Małym pikusiem. Bułką z masłem.&lt;br /&gt;Ale proces myślowy już uruchomiłam: jak i gdzie szybko zarobić na białorusinkę albo meksykankę, która będzie po mnie i za mnie sprzątać jak Maria-Manuela za moją pedantyczną acz nie mającą ochoty latać ze ścierą ciotkę?&lt;br /&gt;Już ja coś wymyślę...&lt;br /&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-113585732159140939?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/113585732159140939/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=113585732159140939' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113585732159140939'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113585732159140939'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2005/12/ktos-musi-brudzi-eby-sprzta-mg-ktos.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-113538647617945490</id><published>2005-12-24T00:48:00.000+01:00</published><updated>2005-12-24T02:07:56.263+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div align="center"&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/IMG_20051223_0010.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/IMG_20051223_0010.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/IMG_20051223_0011.jpg"&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Awangarde&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;Eurostar &lt;/span&gt;przeteleportował mnie do Londynu. Urządziłam sobie japońską wycieczkę po stolicy: w dwie godziny po najważniejszych zabytkach. W końcu wylądowałam pod Buckingham. Akurat trwała zmiana warty, którą oglądała cała grupa japońskich klonów z przewodnikiem, para Szkotów w podróży poslubnej, gruba amerykańska rodzinka i ja.&lt;br /&gt;Amerykańska pani domu:&lt;br /&gt;- Oh my goodness. It's like Paris.&lt;br /&gt;Szkot obok:&lt;br /&gt;- Only that it's London, m'am...&lt;br /&gt;Hehehe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moje pierwsze swięta na obczyźnie. Jakos nie dociera do mnie, że jutro Wigilia.&lt;br /&gt;W Brukseli pada deszcz. A w Bristolu zapowiadają 10 stopni Celcjusza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przemek nie powitał mnie na dworcu w Bristolu, bo pomylił godziny mojego przyjazdu. Usmiałam się w duchu do rozpuku, bo wyobrażałam sobie nasze powitanie na dziesięć tysięcy sposobów, ale takiego scenariusza nie przewidziałam. Złosliwosć losu. I ludzie, którzy wciąż i bezustannie zaskakują. Pomimo lat znajomosci i tysięcy beczek wspólnie zjedzonej soli.&lt;br /&gt;Dzięki temu obeszłam sobie kilkakrotnie dookoła bristolskie Broad Quay zastanawiając się intensywnie nad tym, jak w tym miescie złapać taksówkę. W ogóle jakos tak nie z tej strony ulicy. Nie gestem ręki. Nie krzykiem. No więc jak?&lt;br /&gt;Odpowiedź: na litosć.&lt;br /&gt;Zawsze działa. Możecie wierzyć na słowo. W Bristolu, w Nowym Jorku, w Brukseli, w Paryżu i NAWET w Warszawie.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/IMG_20051223_0009.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/IMG_20051223_0009.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Dotarłam na miejsce i padłam z wrażenia. Swięta w tym roku są awandardowe.&lt;br /&gt;W roli choinki występuje wierzba. Koreańska. Którą Psemcio ukradł po pijaku z jakiegos ogródka działkowego. Przytachał do domu i przez trzy dni sprzątał zwiędłe liscie. Potem nagą odział w zjawiskowo niebieskie lampki, ułożył wokół prezenty dla mnie i... I, ogólnie rzecz biorąc, muszę przyznać, że w towarzystwie awangardowych, czerwonych shag lites po drugiej stronie salonu, wierzba daje bardziej swiąteczny nastrój niż pstrokate, post-sowieckie lampki choinkowe u moich rodziców.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak oto upada mit dzieciństwa.&lt;br /&gt;Jak byłam mała bezgranicznie wierzyłam, że te lampki - import prosto z Moskwy - to najpiękniejsze i najbardziej swiąteczne lamki na moim osiedlu. Osiedlu "Uroczysko". W Kielcach.&lt;br /&gt;Były tam bałwanki o zielonych kapeluszach i białych brzuszkach, krasnale - całe czerwone, kominiarze w czarnych cylindrach i mnóstwo kolorowych gwiazdek. Ale to wszystko przeszłosć...&lt;br /&gt;Większosć lampek zgniotłam rok temu jak próbowałam w stanie nietrzeźwym zawiesić je u siebie w pokoju... &lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt; &lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/IMG_20051223_0011.jpg" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;Ja to mam talent. Przetrwały dwadziescia lat. I wystarczyło, że ich dotknęłam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poza tym, okazało się, ze swięta nie będą takie znowu na obczyźnie. Psemcio, w trosce o umierającego w narodzie ducha, zadbał o wszelkie niezbędne akcesoria. Jednym słowem teleportował się do ojczyzny po niezbędne produkty made in Poland. Magiczny portal znalazł w Bristolu. Wyłożony białymi panelami "Taste of Poland" zwany też "Smak domu" przeniósł go prosto w swiat słoików z musztardą, majonezem kieleckim, żywymi karpiami na kilogramy, nieprzyjazną obsługą, której klienci przeszkadzają w spożyciu kanapek z ogórkiem i długą, agresywną kolejką gotową urządzić publiczny lincz zabłąkanym, niezorientowanym w temacie obcokrajowcom. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/IMG_20051223_0002.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/IMG_20051223_0002.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Co gorsza, nasz bigos nie żyje.&lt;br /&gt;Psemcio gotował go u sąsiadki piętro niżej. Żeby nie smrodzić w mieszkaniu. I zaoszczędzić na własnych rachunkach.&lt;br /&gt;W efekcie:&lt;br /&gt;garnek został już pochowany ze wszelkimi honorami i na dodatek smierdzi w całym budynku.&lt;br /&gt;I to nie kapustą. Tylko zwęglonym ebonitem. Fuj.&lt;br /&gt;Rzecz warta odnotowania : bigos nie lubi samotnosci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;Wesołych Swiąt!!!&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; &lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-113538647617945490?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/113538647617945490/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=113538647617945490' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113538647617945490'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113538647617945490'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2005/12/awangarde-eurostar-przeteleportowa.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-113502521845275347</id><published>2005-12-19T21:28:00.000+01:00</published><updated>2005-12-19T22:50:06.716+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Mysli nieuczesane&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mój mózg ma urlop. Nieczynne. Normalnie zamknięte. I nic nie mogę na to poradzić. Nawet sen nie działa. Mój sen zepsuł się jak spłuczka w kiblu. I cieknie tylko smętną, przerywaną strużką zamiast chlusnąć raz a dobrze porządnym strumieniem.&lt;br /&gt;Mój mózg jest na wakacjach. A może jeszcze w nim szelesci ten pieprzony wirus grypy. A może zmęczył go nadmiar wrażeń i w ramach przerwy urlopowej funduje mi moment otępienia. To dlatego ten post jest i pozostanie bezładny. Chaotyczny i niepozbierany, wewnętrznie sprzeczny i rozdarty jak autorka. Jak autorka zmęczony i jak ona mimo wszystko pozytywny w ogólnej wymowie. Wybaczcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Kocham małe miasteczka&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Raz do roku. I przez weekend. Hehehe. Ale kocham.&lt;br /&gt;Kiedy zaprosiły mnie do siebie moje cudowne żabojady, nie cieszyłam się wcale, że jadę ich zobaczyć. Cieszyłam się, że jadę do Paryża. Do Paryża. Tego miasta, które tak bardzo zdążyłam pokochać spędziwszy w nim jeden wakacyjny miesiąc.&lt;br /&gt;Z perspektywy czasu widzę jednak, że z wyjazdu do Paryża nic nie wyszło. To znaczy wyszło, bo dotarłam do niego, zlazłam wzdłuż i wszerz. W ten fantastycznie słoneczny grudniowy poranek przypomniałam sobie znajomy zapach siedzeń z niebieskiego skaju w rozklekotanych wagonach metra, zakręcone linie znaków Metropolitan, co wiodą prosto w paszczę zawiłych podziemnych korytarzy, złosć na wszędobylskich i wszechobecnych turystów, którzy w pewnym momencie przestają jednak wkurzać i zaczynają rozczulać, nieprzyjazne gęby czarnych emigrantów przekonanych, że twoja biała twarz jest dowodem na toczący cię od wewnątrz rasizm i wiecznie palących szlugi sfrustrowanych policjantów, co szukają byle pretekstu, by móc wydrzeć na kogos ryja.&lt;br /&gt;Jednak wbrew moim oczekiwaniom to nie Paryż stał się gwoździem i głównym punktem tego wyjazdu. Stały się nim moje żabojady. Małe fancuskie miasteczka. I pociąg, i dworzec.&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;Żabojady&lt;/span&gt;: bo przyjęli mnie jak rodzinę, jak starego przyjaciela, dla którego zawsze znajdzie się miejsce przy stole, swieża posciel w pokoju z kominkiem, futrzane kapcie i dodatkowa butelka chablis w piwniczce.&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;Małe miasteczka&lt;/span&gt;: bo powitały mnie rodzinną atmosferą, gdzie mer i proboszcz znają wszystkich po imieniu a każdy z nich, z miną dobrego gospodarza oprowadził mnie jak honorowego goscia po rynku i kilku najważniejszych zabytkach położonych w oszałamiającej odległosci pięciuset metrów od siebie.&lt;br /&gt;Bo obudził mnie skrzek sroki w ogródku o poranku. Bo nocą na autentycznie czarnym niebie widać było gwiazdy. Nie dwie i nie trzy. I nie ruchome, które w dużych miastach okazują się swiatłami lądujących samolotów, ale całe dziesiątki i setki - aż po sam horyzont - prawdziwych, nieudawanych gwiazd. &lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/IMG_20051218_0013.1.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" height="139" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/IMG_20051218_0013.1.jpg" width="200" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;Pociąg i dworzec&lt;/span&gt;: bo przypomniały mi jak bardzo podróżowanie jest czekaniem. I jak czekanie jest istotą podróżowania. I jak istota podróżowania jest czasem, co nie daje zapomnieć o tym, kto tu tak naprawdę rządzi. A rządzi on. Nie ty. I nie ja. Czas.&lt;br /&gt;Pociąg i dworzec, bo przypomniały mi, że życie to przecież podróż. I jak bardzo kocham tę moją podróż przez życie. To życie, co jak pudełko czekoladek nie daje przewidzieć,na który z gamy dostępnych smaków trafisz w danej chwili.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#33ff33;"&gt;A teraz jestem zmęczona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Siedzę po turecku oparta o żółtą jak kurczak scianę mojego pokoju i oddycham głęboko próbując rozwiązać dylemat:&lt;br /&gt;czy na bożonarodzeniowy wyjazd do Bristolu kupić podróżną torbę czy walizkę?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I takich własnie problemów Wam i sobie życzę na nadchodzący rok kolejnych 365 czekoladek.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-113502521845275347?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/113502521845275347/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=113502521845275347' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113502521845275347'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113502521845275347'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2005/12/mysli-nieuczesane-mj-mzg-ma-urlop.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-113456262992822900</id><published>2005-12-14T13:05:00.000+01:00</published><updated>2005-12-14T13:25:20.863+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div align="center"&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/WielkiWirus1.0.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/WielkiWirus1.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/WielkiWirus3.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/WielkiWirus3.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/WielkiWirus2.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/WielkiWirus2.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;&lt;strong&gt;KONKURS: CO TO JEST?&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;Spryciarze, którzy stwierdzą: bułka z masłem, to przecież Ulka w betach - mogą się już nie oddzywać.&lt;br /&gt;Fakt faktem, na zdjęciach widzimy Ulkę w betach, ale jakże trzeba być krótkowzrocznym, aby sądzić, że zamiesciłabym tutaj cos tak oczywistego. Czasem trzeba, proszę Państwa, czytać między wierszami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To nie są zdjęcia Ulki w betach. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;To są, proszę Państwa, zdjęcia &lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Wielkiego Wirusa&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To on Ulkę w bety zwalił. To przez niego Ulka nie uczestniczy w zajęciach na uczelni. To z jego winy Ulka na kilka dni zawiesiła swoją aktywnosć społeczno - towarzyską. To on zalał dzis wodą kuchnię Nath i Vincenta, bo chwiejąca się pod naporem jego ataków Ulka zapomniała, że trzeba by odetkać odpływ od prysznica. To on - Wielki Wirus. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ulka walczy dzielnie, zdana na siebie, bez pomocy Tamiflu - słynnego pogromcy ptasiej grypy. Chociaż Ulka nie zamierzała wcale Tamiflu kupować, mając nadzieję, że atakujący ją Wielki Wirus to nie smiertelny H1N5, to i tak na wszystkich aptekach wiszą kartki, że zapasy Tamiflu już dawno wyprzedane. O zgrozo.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-113456262992822900?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/113456262992822900/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=113456262992822900' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113456262992822900'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113456262992822900'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2005/12/konkurs-co-to-jest-spryciarze-ktrzy.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-113442160774791315</id><published>2005-12-12T19:48:00.000+01:00</published><updated>2005-12-12T22:13:33.810+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;Z ŻYCIA WZIĘTE&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/IMG_1168.0.jpg" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otóż, proszę Państwa, autorka tegoż bloga postanowiła połechtać swoją próżnosć i zamiescić tu własne zdjęcie. I tak oto, macie ją - &lt;span style="color:#ffff00;"&gt;Urszulę K&lt;/span&gt;. w pełni, w ujęciu cyfrowego obiektywu Franklina W. Jak okreslał to pewien osobnik, z którym przez czas dłuższy w/w Urszula K. była w tak zwanym intymnym związku - Urszula K. bywa, zupełnie jak na zdjęciu, urocza w swojej głupocie. Dyplomacja każe nam jednakowoż wyrzucić brzydkie słowo "głupota" ze słownika, pozostajemy więc po prostu przy "uroczej". I do tego własnie dążyła autorka. Do wyzwolenia się z okowów dobrego wychowania nakazującego skromnosć i powiedzenia głosno i wyraźnie w celu przekonania samej siebie, że &lt;span style="color:#ff0000;"&gt;JEST PO PROSTU UROCZA&lt;/span&gt;. W swojej głupocie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Bełkot&lt;/strong&gt; - powiedzą niektórzy z Was czytając powyższe linijki. Przeintelektualizowany bełkot. Otóż pozwolę sobie nie do końca się z Wami, drodzy czytelnicy, zgodzić. Ów przeintelektualizowany bełkot, jak go nazywacie, to ni mniej ni więcej a li tylko niedostępny Wam, profanom, dyskurs eksperta w swojej dziedzinie. Jakaż to dziedzina - zapytają najodważniejsi i najbardziej dociekliwi z Was. Dziedzina sztuki wyższej, dostępnej jedynie wybranym, o odpowiednim stopniu zadęcia w swych zakutych, wypchanych sianem łepetynach. Czy satysfakcjonuje Was ta odpowiedź? Powinna.&lt;br /&gt;Sztuka sztuką. Ekspert ekspertem. A mnie przydarzyło się cos dziwnego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zawiłe były scieżki, które zawiodły moją skromną osobę do &lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;Grand-Hornu&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;, ale zawiodły i w efekcie rozmaitych zbiegów okolicznosci moja skromna osoba w Grand-Hornu się niezaprzeczalnie znalazła. O tem potem. Co to jest Grand-Hornu? To dawna kopalnia węgla w walońskiej częsci Belgii, która podzieliła los wielu kopalni w regionie i została zamknięta. Zdązyła popasć w częsciową ruinę zanim ktos wpadł na dosć ciekawy acz ryzykowny pomysł urządzenia w niej muzeum sztuki współczesnej, z naciskiem położonym na design.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/IMG_0930.jpg" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miejsce to, zupełnie magiczne, zwłaszcza w grudniowym słońcu i doborowym towarzystwie gosci aktualnie wystawę prac 12 artystów zatytułowaną "Tabela pierwiastków". Nie jestem znawcą, koneserem ani miłosnikiem sztuki współczesnej. O to jedno nie można mnie podejrzewać. Zwłaszcza po mojej ostatniej wizycie w Tate Modern, gdzie popłakałam się z nerwów po tym, jak zaatakował mnie fortepian. Leciał na mnie z sufitu z wielkim hukiem klawiszy taki ogromny, złowieszczy i czarny a ja nie byłam w stanie ruszyć się w panice z miejsca. Zamarłam w oczekiwaniu aż rozstrzaska mi czaszkę i naprawdę gotowałam się już w drogę w zaswiaty. Nietrudno przewidzieć, że fortepian zatrzymał się oczywiscie w pewnej odległosci nade mną a potem na specjalnych linkach podciągnął go góry, by runąć na następnego nieprzygotowanego goscia galerii. Ale co się strachu zajadłam, to moje.&lt;br /&gt;Artystę, u którego w chorej głowie zrodził się pomysł na ten pieprzony eksponat, bardzo chciałabym osobiscie powiesić za jaja na najbliższym drzewie. Niestety - a dla niego na szczęscie - artyscie owemu zeszło się podobno z tego padołu łez jakis czas temu. Skurkowaniec. &lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/IMG_0920.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/IMG_0920.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;No dobra, Grand-Hornu. Wystawa, o której już wspomniałam, ta cała &lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;"Tabela pierwiastków",&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; o dziwo, naprawdę mi się podobała. Trzeba to zapisać złotymi literami w kominie, bo moja artystyczna edukacja, jak w przypadku większosci społeczeństwa, zatrzymała się na impresjonistach i to, co działo się potem musiałam już odkrywać na własną rękę. Grand-Hornu powstało własnie z zamysłem przybliżania sztuki współczesnej takim nieszczęsnikom jak ja. Z zamysłem przybliżenia szerszej publicznosci całkowitych żółtodziobów idei sztuki współczesnej, udowodnienia im, że to ma sens, nawet jesli ogranicza się do obierania ziemniaków w Warszawskiej "Zachęcie" albo namalowania czerwonego prostokąta na białym tle i podpisania go tytułem "Trzecia zmiana w kopalni Wujek". No więc. Idea szczytna. Miejsce wysnione. Eksponaty nastawione pokojowo, w sensie nie atakują zwiedzających. Niewydumane. Ciekawe. Zmuszające do myslenia. Ale cos nie halo. Co? Przewodnik. Naprawdę byłam gotowa mu wybaczyć, że jak na prawdziwego artystę przystało smierdzi tanim tytoniem na kilometr. I że wygląda na niedomytego. I że na szyi w ramach fragmentu biżuterii wisi mu jego "gerlfrend", która chyba nie słyszała o tym, że ktos już kiedys wynalazl żelazko. Zupełnie serio, byłam gotowa tego wszystkiego nie zauważyć, gdyby to, co nam mówił miało &lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;SENS&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;. Ale nie. Koles uparł się, że nas zamęczy, zanudzi i weźmie na przetrzymanie. Chyba se z nas urządził happening - inaczej nie jestem tego w stanie wytłumaczyć. Naprawdę. Zanim doszlismy do końca wystawy, zdąrzyły nas wyprzedzić dwie inne grupy z przewodnikami. Przysnęłam na jakims zydelku. I dwa razy obróciłam sprawdzić, czy rowery jeszcze stoją. Matko Boska. A ten się nakręcał, normalnie sam się tam na naszych oczach masturbował używając słów, których znaczenia chyba nie rozumiał i doszukując się sensu, tam, gdzie zapewne wcale go nie było. I tłumaczył nam jak krowie na granicy, co autor chciał przez to powiedzieć. W pewnym momencie naprawdę sama miałam mu ochotę pokazać następny eksponat i wyjasnić, że w ten sposób Henri Chopin albo jakis inny próbuje mu jasno przekazać przez grę swiatłocieniem &lt;span style="color:#ff0000;"&gt;"Goń się, baranie",&lt;/span&gt; ale wrodzona grzecznosć mi na to nie zezwoliła.&lt;br /&gt;To był moment, w którym z czułoscią wspomniałam pana Andrzeja, który oprowadzając moje żaby po Wilanowie opowiada przez kwadrans historię sznurówek na portrecie Marysieńki Sobieskiej. A tak go nienawidziłam, skurczybyka, kiedy mi to robił. Panie Andrzeju!!! Zwracam honor!!!&lt;br /&gt;Dziwny jest ten swiat...&lt;br /&gt;Jak widzicie, mój bełkot na początku - to pryszcz. To autenkurwatycznie pryszcz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pod spodem jest zdjęcie "najweselszego" eksponatu z wystawy. &lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/IMG_0921.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/IMG_0921.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Eksponat składał się z &lt;strong&gt;74 kg&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;miętowych cukierków ( częsć z nich już została skonsumowana )&lt;/strong&gt;, które symbolizowały 74 kg zmarłego ojca artysty a ich znikanie i ostateczne zniknięcie - ulotnosć kondycji ludzkiej i smierć.&lt;br /&gt;Pomysłowe. Na pewno. Tylko, czy to narawdę jest sztuka?&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-113442160774791315?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/113442160774791315/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=113442160774791315' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113442160774791315'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113442160774791315'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2005/12/z-ycia-wzite-ot-prosz-pastwa-autorka.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-113416597896345314</id><published>2005-12-09T22:12:00.000+01:00</published><updated>2005-12-10T11:39:07.986+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;Bruksela (pl.) - Bruxelles(fr.) - Brussel(nd.) - Brussels(eng.)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/IMG_20051029_0009.jpg" border="0" /&gt; &lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/IMG_1509.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/IMG_1509.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W całym miescie bożonarodzeniowa gorączka. Lampki, choinki, nadmuchiwani Mikołaje włamujący się do mieszkań, stoiska z kiczowatymi ozdobami i muzyka. Muzyka.&lt;br /&gt;Bruksela to bardzo muzykalne miasto.&lt;br /&gt;Muzykę mamy na każdej stacji metra, na każdym podziemnym przystanku tramwajowym, na targowiskach, głównej alei handlowej i, w końcu na Grande Place. Grande Place, który od tygodnia, po godzinie 18 zamienia się w miejsce absolutnie magiczne, gdzie rozbrzmiewa muzyka - i to nie byle jaka, a w jej rytm na Hotel de Ville wyswietlane są prezentacje na temat krajów Unii. Mamy więc gorące flamenco z bykiem w tle, francuski akordeon i objętą parę pod wieżą Eiffela, portugalskie fado, walc wiedeński, Wagnera i w końcu "Odę do radosci", przy której pojawia się 25 flag i usmiech na twarzach turystów, gdy widzą - każdy w swoim języku - bożonarodzeniowe życzenia. Merry Chrictmas, Wesołych Swiąt, Joyeux Noel. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/IMG_0206.jpg"&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/IMG_0220.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/IMG_0220.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/IMG_20051209_0011.jpg"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;A gofry z bitą smietaną i czekoladą oraz frytki od Josepha zza rogu smakują ciągle tak samo dobrze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja autentycznie pokochałam to miasto. Ja naprawdę czuję się tu lepiej niż tylko bardzo dobrze. To miasto różni się całkiem od wyobrażenia, jakie można o nim mieć: stolica Europy, biurokraci, burżuazja, wielki swiat.&lt;br /&gt;Nic podobnego.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;Bruksela jest jak znoszone, domowe bambosze: może i nie najpiękniejsza, ale wygodna, przytulna i własna. Małomiasteczkowa. Z kataryniarzem co przechodzi ulicą regularnie o 12 w południe. Z panią Mirelle, co od 25 lat sprzedaje gofry z tej samej furgonetki na tej samej stacji metra. Z Josephem, co od zawsze smaży frytki na wołowym tłuszczu przy avenue Buyl. Z kobietą, która co dzień o 10 spaceruje pod mom oknem z parą pudli. Z wcisniętą gdzies między nowoczesne, oszklone budynki secesyjną kamienicą najsłynniejszego belgijskiego architekta. Z wystawą złożoną ze stosu zużytych lodówek na samym srodku Parc de Bruxelles. Z klubem o tajemniczej nazwie "Le Rideau Rouge", gdzie jest scena, na której potrafią dziać się magiczne rzeczy, gdzie stoją 3 nakryte czerwonym suknem stoliki a własciciel stara się poznać wszystkich gosci po imieniu. Z ruinami, co zieją wybitym szkłem i które dla niepoznaki służby miejskie okleiły gazetami. To rzeźnik halal po drodze do szkoły i wrzaskliwy pchli targ na Midi w niedzielę. To miasto, w którym się żyje. Po prostu żyje. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/IMG_20051113_0007.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/IMG_20051113_0007.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/IMG_0744.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/IMG_0744.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;To nie Paryż, który przytłacza historią i wystudiowanym pięknem a tych, co spoza układu oddelegowuje do brudnych dzielnic na przedmiesciach. To nie Nowy Jork, który w każdej chwili atakuje pełnię zmysłów nie pozwalając ani na moment o sobie zapomnieć. To nie Londyn, gdzie każda stacja metra jest swiatem samym w sobie, gdzie wszyscy razem a osobno. To Bruksela. Po prostu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja tu jeszcze wrócę. To jedno z życzeń, które szeptałam w ucho swiętej Katarzyny, kiedy w towarzystwie Marie i Franklina macałam ją dzis na szczęscie. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/IMG_20051209_0013.jpg" border="0" /&gt;Chyba się starzeję, bo robię się sentymentalna...&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;P.S. Belgijski dowcip rasistowski:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jak momentalnie stać się bogatym?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Kupić Francuza za tyle, ile jest wart i odsprzedać go za cenę, o której on mysli, że jest jej wart. Hahahaha.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-113416597896345314?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/113416597896345314/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=113416597896345314' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113416597896345314'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113416597896345314'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2005/12/bruksela-pl.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-113397497967715748</id><published>2005-12-07T17:46:00.000+01:00</published><updated>2005-12-07T19:23:55.583+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div align="center"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;La bouffe, czyli żarło&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wczoraj Franklinowi zachciało się dobrych frytek. Nie byłoby w tym nic zdrożnego ani dziwnego, w końcu Franklin jest Belgiem, gdyby nie fakt, że postanowił się na te frytki wybrać do Louvain-La-Neuve. Dlaczego? - zapytacie moi wierni czytelnicy. Otóż dlatego, że tydzień temu pojawił się w ogólnobelgijskim i bardzo poczytnym magazynie społeczno-politycznym "Le Vif" ranking 50 najlepszych frytkarni (?!), fryciarni (?!) w Królestwie Belgii. Franklin postawił sobie za cel egzystencjalny wszystkie je odwiedzić. Prędzej, czy później. Gdyby Franklin był Polakiem, pomysł upadłby zapewne ze względu na odległosci. Wyobraźcie sobie jechać z Wawy na frytki do, powiedzmy, Szczecina. Ale w Belgii, wszędzie jest blisko. Z Brukseli w najodleglejsze zakątki kraju jest około 100, najwyżej 150 km. Więc...&lt;br /&gt;Po gwałtownej wymianie zdań, Franklinowi udało się zapakować nas do swojego magicznego golfika i wyruszylismy: on, Marie, ja, Lawrence i Elodie na frytki do Louvain-La-Neuve. Marie, jako jedyna była w iscie szampańskim nastroju, a to dlatego, że po raz pierwszy w życiu, ze względu na swoją uprzywilejowaną pozycję u boku Franklina, wywalczyła sobie miejsce z przodu. Była w tym jakkolwiek niesprawiedliwosć dziejowa, zwłaszcza jesli wziąć pod uwagę, że rozmiarowo &lt;span style="color:#ff0000;"&gt;ja= 2 Marie, Lau= 4 Marie a Elo= 6 Marie.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;I tak oto, ja, Law i Elo siedziałysmy sobie z tyłu jak sardynki w puszce. I nie tylko. Można by powiedzieć, że jak bracia Daltonowie z Lucky Luca - tyle, ze o ile między nimi różnicę mierzyło się w centymetrach, o tyle u nas trzeba by ją było ustalić na co 20 kilogramów w kolejnosci ja/Law/Elo. Dobrze, że siedziałam po stronie kierowcy i Franklin mnie równoważył. Inaczej resory po prawej mogłyby nie zniesć tej sytuacji... I dobrze, że z Brukseli do LLN jest tylko 27 km, bo ...bym, coorvah mutch, więcej normalnie nie zdzierżyła :-))))&lt;br /&gt;Kiedy w końcu za pomocą GPS udało się Franklinowi znaleźć fryciarnię u Jean-Lou, stanęlismy jak wryci. A oto dlaczego:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/IMG_20051206_0007.jpg" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;Osławiony Jean-Lou okazał się obwieszonym bożonarodzeniowymi lampkami wozem Drzymały ustawionym na parkingu na kampusie uniwersyteckim. Hmmm.&lt;br /&gt;Niczym jednak nie zrażeni, władowalismy się do srodka zamówić nasze hamburgery, szaszłyki i frytki. I oto, co do nas przyszło:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/320/IMG_20051206_0011.jpg" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;&lt;strong&gt;HAMBURGER&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt; w pieczywie &lt;span style="color:#ffff00;"&gt;&lt;strong&gt;RAZOWYM&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;. Dla zdrowia. I &lt;span style="color:#ffff00;"&gt;&lt;strong&gt;coca-cola&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt; wyłącznie &lt;span style="color:#ffff00;"&gt;&lt;strong&gt;light&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;, by &lt;span style="color:#ffff00;"&gt;&lt;strong&gt;OGRANICZYĆ CUKIER&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;. A że srednia porcja frytek wynosi pół kilograma, to już szczegół. Pominąć milczeniem.&lt;br /&gt;I na dodatek pyszne, tak, że kisiel w gaciach... Pokazalismy, co potrafi spragniona frytek młodzież ze stolicy i rzucilismy się na żarło jak jaskiniowcy sciągając na siebie zdziwione spojrzenia miejscowych, przyzwyczajonych do takich orgii studentów. To się nazywa być &lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;ORALLY SATISFIED&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/IMG_20051206_0012.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/IMG_20051206_0012.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/IMG_20051206_0013.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/IMG_20051206_0013.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;Ponieważ Franklin wprowadził zakaz bekania w samochodzie, bo jak twierdził wymownie patrząc na Law, boi się o tapicerkę, trzeba było odczekać chwilę zanim moglismy się podniesć. I, i tak, udało nam się to zrobić z wielkim trudem i wspólnie poczynionym wysiłkiem...&lt;br /&gt;Nic dziwnego, że całą noc mi się sniło, że nie mogę się ruszać. Pewnie gdybym nie spała, to i tak bym się ruszyć nie mogła... &lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-113397497967715748?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/113397497967715748/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=113397497967715748' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113397497967715748'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113397497967715748'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2005/12/la-bouffe-czyli-aro-wczoraj.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-113373472733036860</id><published>2005-12-04T22:30:00.000+01:00</published><updated>2005-12-04T23:18:53.306+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/CHIPPI~1.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/320/CHIPPI%7E1.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Witam Państwa bardzo serdecznie. Bardzo serdecznie witam Państwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tydzień temu dołączyłam do społecznosci internetowej gadu-gadu. Dwa dni temu do grona użytkowników msn messenger. Czy jest mi z tym dobrze? Hmm. Tylko wtedy, gdy siedząc z kompem na kolanach zatapiam się w tę wirtualną rzeczywistosć. Potem od kompa odchodzę, patrzę na zegarek, przypominam sobie o całej masie rzeczy, które muszę jeszcze zrobić i ... I. No własnie. I dochodzę do wniosku, że te wszystkie komunikacyjne ułatwienia pożerają więcej naszego cennego czasu niż staromodne pisanie listów, tudzież maili ( to równie odległa epoka ), ewentualnie rozmawianie przez telefon. I czuję się jak własna babcia kiwając głową na wspomnienie zeszłego tygodnia, epoki przed-komunikatorowej ( on est a l'age de pierre, Pierre ), kiedy sama nie zdawalam sobie sprawy ile na wszystko mam czasu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jutro poniedziałek - dzień reform. A to oznacza, że nakładam na siebie ograniczenia w użyciu tych urządzeń, które niczym więcej są a li tylko narzędziem w ręku samego Lucyfera. Albo i Belzebuba. Chryste Panie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponadto, mam już gotową listę noworocznych postanowień. Na razie zdradzę wam jedno z nich , bezposrednio odnoszące się do zdjęcia, które zamiesciłam na początku:&lt;br /&gt;ULA OPUSZCZA SWOJĄ JASKINIĘ;  OPUSZCZA SWÓJ CIEPLUTKI KOKON; WYCHODZI ZE SKORUPKI, KTÓRĄ TAK DOKŁADNIE SIĘ OKRYŁA I IDZIE PODBIJAĆ LUDZI I SWIAT.&lt;br /&gt;Bójcie się. Ręka, noga, mózg na scianie. Ratuj się, kto może.&lt;br /&gt;Tyczy się to zwłaszcza płci przeciwnej. Niestety, siłą rzeczy doszłam niedawno do wniosku, że jesli nadal zostawię sprawy w jej - czyli tej przeciwnej płci - rękach, zostanę wtórną dziewicą. I stracę najpiękniejsze lata. Tak więc oto:&lt;br /&gt;nigdy więcej wyrzeczeń w imię przyzwoitosci i zasad etyki, których w liceum nauczał pan Kowalski.&lt;br /&gt;Lawrence nawet nie wie, co to etyka i żyje...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-113373472733036860?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/113373472733036860/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=113373472733036860' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113373472733036860'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113373472733036860'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2005/12/witam-pastwa-bardzo-serdecznie.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-113356720669302802</id><published>2005-12-03T00:15:00.000+01:00</published><updated>2005-12-03T01:04:58.863+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/IMG_20051116_0025.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/320/IMG_20051116_0025.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Chciałam doniesć tutaj o postępach, jakie czynię w obu aspektach życia, które poruszyłam w poprzednim wpisie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. szlugi&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie palę. Nadal. I przychodzi mi to z nieco zadziwiającą łatwoscią. Nawet się nie obżeram. No, pominę tu milczeniem fakt, że 200 gram czekolady od Moritza pochłonęłam w jeden wieczór. Co było a nie jest, nie pisze się w rejestr. Ha.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/IMG_20051202_0026.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/320/IMG_20051202_0026.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poza tym, spędziłam dzis pierwszy od dawna piątkowy wieczór w knajpie, z towarzystwem i z alkoholem i BEZ ANI JEDNEJ SZLUGI. Dumni ze mnie jestescie? Przyznaję, że rosnę we własnych oczach... Wracają mi poza tym węch i smak. To bardzo przyjemne uczucie. Zapewniam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. panowie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moritz przyszedł, Moritz wyszedł. Przyplątał się Thomas. Niemiec, którego uczę polskiego i który usiłuje uczyć niemieckiego mnie. Za pomocą książeczek o Królowej Sniegu, które na jego prosbę zdziwiona mama przysłała ze Stuttgartu. Podniósł mi morale, bo ... której kobiecie nie podnosi morale adoracja ze strony przedstawiciela płci przeciwnej ?! Jego dyspozycyjnosć na każde zawołanie ? Wcale nie zawoalowane komplementy i niesmiałe zabiegi, by zwrócić na siebie uwagę? Zwłaszcza gdy to wszystko odbywa się w wykonaniu cudzoziemca, który w boski sposób kaleczy piękny polski język usiłując dobrze wymówić słowo "swierszczyk" ?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poza tym, muszę wyznać iż od tygodnia nastrój mam iscie szampański. Wczoraj wstałam otoczona taką masą pozytywnych wibracji, że postanowiłam nie marnować energii na zajęciach na uczelni.  Nie pamiętam, kiedy tak bolesnie i w takim stopniu odczuwałam ostatnio radosć życia. Nigdy? Kiedy ostatnio tak bardzo kochałam swiat za wszystkie jego wady i niedoskonałosci. I ludzi, i życie - za wszystkie dobre i złe niespodzianki, które serwują mi każdego dnia. Też nigdy? Kiedy w takim stopniu byłam pogodzona z rzeczywistoscią. Hmmm.&lt;br /&gt;W takim nastroju, przegłosowałam we własnym sumieniu wagary i wybrałam się na dłuuugi spacer po Brukseli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/320/IMG_20051201_0009.jpg" border="0" /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Brukseli, która jak widzicie, tego dnia okazała się wyjątkowo słonecznym, przyjaznym i absurdalnie ludzkim miastem. Stolicą tysięcy paradoksów i przeciwieństw. Ojczyzną miliona małych ludzkich wszechswiatów. Kwintesencją tego, co w człowieku najlepsze i esencją tego, co w nim najniższe. Samym życiem. Życiem z całą listą przymiotników, jakimi w dowolnym momencie można je opisać. Przymiotników pozytywnie i negatywnie wartosciujących. I niepokojąco neutralnych też.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Do pełni szczęsia brakuje mi tylko tego, żeby zakupiony tydzień temu iPod cudownie się sam naprawił lub wymienił na nowy. Tylko ten drobny szczegół powstrzymuje mnie przed tańcem na mokrym chodniku z radosci, że żyję - że żyję teraz i tu. I posród was i paru innych bliskich mi osób.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Howgh.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Czy to witaminy wreszcie zaczęły działać?&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-113356720669302802?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/113356720669302802/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=113356720669302802' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113356720669302802'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113356720669302802'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2005/12/chciaam-donies-tutaj-o-postpach-jakie.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-113338346393124741</id><published>2005-11-30T21:41:00.000+01:00</published><updated>2005-11-30T22:08:26.400+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;POST Z DEDYKACJA DLA ZAKOCHANYCH&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/PERFECT%204.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/320/PERFECT%204.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tego, niestety, nie da się powiedzieć o Moritzu. Mimo czekoladek, które przynosi. He does rub me the wrong way. Dlatego wczoraj wpusciłam go do domu po raz ostatni. Mocne postanowienie poprawy. Od dzis.&lt;br /&gt;Na szczęscie, w przewidywaniu kłopotów, umówiłam się z Marie i Franklinem, że jakby co - puszczę im dyskretnego swierszczyka i przybędą mnie ratować. I przybyli.&lt;br /&gt;Godzina 23 a Moritz niepomny na moje delikatne aluzje, siedzi murem. Telefonik - do sąsiedniego pokoju.&lt;br /&gt;Bardzo przejęty swoją rolą i ze smiertelną powagą na twarzy, wparowuje do mojego pokoju Franklin w zimowej kurtce. I klapkach.&lt;br /&gt;- Urszula!&lt;br /&gt;- Tak?&lt;br /&gt;- Gotowa?&lt;br /&gt;- Dasz mi 30 sekund?&lt;br /&gt;- Idę do toalety i jak wrócę, masz być gotowa.&lt;br /&gt;- OK.&lt;br /&gt;Zdezorientowany Moritz:&lt;br /&gt;- Na co?&lt;br /&gt;- Eeeee.&lt;br /&gt;Zanim zdążyłam się całkiem skompromitować, wpadła Marie. Z czapką na głowie, w kożuszku. I klapkach.&lt;br /&gt;- Urszula!&lt;br /&gt;- Tak?&lt;br /&gt;- Gotowa?&lt;br /&gt;- Już, już.&lt;br /&gt;Wystękałam dopinając suwak u kozaczków.&lt;br /&gt;- Wychodzicie? - domyslnie zapytał Moritz.&lt;br /&gt;- Niestety.&lt;br /&gt;- Aha.&lt;br /&gt;Cisza. Nasuwam na dłonie rękawiczki. Powoli. Palec po palcu. Marie z twarzą ukrytą za drzwiami od szafki kuchennej, ryje ze smiechu. Franklin uwieszony na klamce od kibla, dusi sie ze smiechu. Mnie ogarnia czarna rozpacz. A Moritz siedzi.&lt;br /&gt;- To może ja też już pójdę - stwierdza wreszcie domyslnie i zaczyna wiązać sznurówki u oczojebnie białych trampek ...........&lt;br /&gt;Biedny, chyba myslał, że zabierzemy go ze sobą. Na wyimaginowany balet. Na, coorvah mutch, kolację dla głupca.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;Ale już mamy z Marie postanowione. Franklin Franklinem, Moritz Moritzem - następny będzie ten własciwy. Niech nam się przynajmniej tak wydaje. Chociaż przez tydzień !!!!! &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dlatego post ten dedykowany jest wszystkim szczęsliwie zakochanym, któtrzy sami nie zdają sobie sprawy z tego, jakie mieli szczęscie i znaleźli kogos w kim w ogóle DAŁO RADĘ się zakochać. Jesli z wzajemnoscią, to już w ogóle - NADMIAR SZCZĘSCIA.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Wy padalce.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Poza tym, ogłaszam wszem i wobec:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;rzucam palenie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Nie palę od dwóch dni i tak będę trzymać. I nie ma chuja we wsi. Tym razem nie złamie mnie nawet 80 godzinna podróż piechotą przez Saharę. Zwłaszcza, że jak się okazuje - rzucić palenie jest łatwiej niż niektórym przewrócić ciemną kartkę osobistej historii. Do mnie przynajmniej papierosy nie dzwonią na stacjonarny. Hmmm?&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-113338346393124741?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/113338346393124741/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=113338346393124741' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113338346393124741'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113338346393124741'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2005/11/post-z-dedykacja-dla-zakochanych-tego.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-113303257703269466</id><published>2005-11-26T20:14:00.000+01:00</published><updated>2005-11-26T20:40:40.883+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/pitt5[1].jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/320/pitt5%5B1%5D.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Taki plakacik przytargała skąds ostatnio Marie. Po przegłosowaniu rzeczy przez aklamację, powiesiłysmy go nad stołem w kuchni. Brad Pitt dołączył tym sposobem do Johnny'ego Deppa i Dalaj Lamy, którzy czuwają nad umiarem w spożyciu. Kiepsko im niestety idzie. W piątkowy wieczór, pod ich czujnym okiem, opróżniłysmy lodówkę i butelkę Martini wznosząc toasty za ich zdrowie. Cóż innego było robić. Zima zaskoczyła drogowców, tym razem belgijskich, i nie chciało nam się wychylać nosa na zewnątrz, żeby isć się rozerwać. No i miałysmy się uczyć. W końcu obie bardzo chciałybysmy napisać te pieprzone magisterki. Ale ani z nauki ani z porządnej rozrywki nic nie wyszło.&lt;br /&gt;Panuje zima, jakiej Bruksela jeszcze nie widziała i ogólnie swiat schodzi na psy. Nawet Woody Allen stracił z wiekiem poczucie humoru i dystans do rzeczywistosci ( co za smętny film, ten jego ostatni "Match Point"). Autobusy nie jeżdżą, bo za slisko, maszynisci SNCB strajkują a my się obżeramy. I przesypiamy połowę dnia. I połowę zajęć też.&lt;br /&gt;Gdyby chociaż mój belgijski adorator chociaż trochę przypominał Brada Pitta, życie od razu zrobiłoby się weselsze. A tak, musiałam go niestety takiego całego wyperfumowanego, w nowych trampkach i po wyżarciu czekoladek, które przyniósł wysłać do domu. Dobrze, że nie miał daleko, bo zjadłyby mnie wyrzuty sumienia, że w taką pogodę i o drugiej nad ranem wyrzucam kogos na zewnątrz.&lt;br /&gt;Co zrobić. Na pocieszenie zaspiewałysmy sobie z Marie "I need a hero" z akompaniamentem Frou Frou featuring David Bowie i poszłysmy spać na następne 10 godzin.&lt;br /&gt;Czy zna ktos dobry sposób na hibernację? Ale taką, by zostawić na zewnątrz jakąs formę przetrwalnikową, która chodziłaby za mnie na zajęcia, czytała materiały do magisterki i czasem była w stanie samodzielnie mysleć?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-113303257703269466?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/113303257703269466/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=113303257703269466' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113303257703269466'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113303257703269466'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2005/11/taki-plakacik-przytargaa-skds-ostatnio.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-113277931233971958</id><published>2005-11-23T21:43:00.000+01:00</published><updated>2005-11-23T22:26:12.686+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div align="left"&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/bezNazwy3.1.gif"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/400/bezNazwy3.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; Odżałowałam w końcu te 8€ i poszłam do kina -  zgodnie z zaleceniami mojego Cayaczka, na "Crash". I muszę przyznać, że dawno nic nie wywołało w mojej czaszce takiego wielkiego BOOM jak ów "Crash" własnie. Fantastyczna rzecz o rasiźmie, o amerykańskim snie, który jest tylko szarą rzeczywistoscią jak w każdym innym zakątku swiata i o człowieku. Tak, o człowieku. Siedziałam sobie w przytulnym kinie, sama posród tłumu i szamałam kupioną na obiad sałatę z torebki, wywołując tym wesołosć pary w rzędzie za mną. Jedyną rzeczą, która psuła mi całą przyjemnosć był fakt, że laska po mojej lewej cały czas puszczała cuchnące bąki. Moja cierpliwosć już wyczerpywała swoje granice, już miałam jej powiedzieć, że współczuję problemów z jelitami, ale niech się przesiądzie, bo jej lutnę prosto w żołądek, już już, kiedy film wessał mnie tak bardzo, że nawet przestałam czuć jakikolwiek smród. Hmm. To chyba najlepsza recenzja dla filmu:-)&lt;br /&gt;Za to wczoraj wieczorem, w podnoszącym morale męskim towarzystwie, obejrzałam drugi raz w życiu "Garden State". I po raz drugi nie tylko się na nim wzruszyłam, ale i po raz drugi film wprawił mnie w tak cudownie pozytywny nastrój, że nie poznawałam dzisiaj samej siebie. I zgodnie z moją, wyłuszczoną kilka postów wczesniej teorią Samonakręcającejsię Spirali, przydarzały mi się dzisiaj same pozytywnie zakręcone rzeczy. Nawet przygnębionych straszliwą kłótnią Marie i Franklina udało mi się zarazić bakcylem głupawki.&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;I wiecie co, po raz pierwszy od dawna poczułam przypływ jakiejs niesamowitej równowagi; równowagi, którą w końcu znalazłam wewnątrz siebie, niezależnej od czynników zewnętrznych, tak samo mojej jak nerki, nogi i płuca. Takiej, której nikt mi nie będzie w stanie odebrać bez amputacji. Jak nerek, nóg i płuc. &lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;Poczułam się autentycznie szczęsliwa; szczęsliwa szczęsciem spokojnym i wyposrodkowanym, szczęsciem nienapędzanym adrenaliną seksu, stanu zakochania czy odniesionego sukcesu. Szczęsciem, którym jest zwykła radosć życia czerpana z drobiazgów: wcinania pysznej belgijskiej czekolady, włochatego kiwi z Nowej Zelandii na talerzu, gorącego capuccino w filiżance, głupiej pogaduchy na przerwie, usmiechu kasjerki w supermarkecie, słońca przedzierającego się przez warstwę brukselskiej mgły i tramwaju, który przyjechał w porę wbrew oczekiwaniom. Ludzie, czy paradoks istnienia nie jest największym szczęsciem, jakie nas czeka? Czego my jeszcze chcemy?!!! Za czym gonimy?!!! I o co walczymy?!!!&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-113277931233971958?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/113277931233971958/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=113277931233971958' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113277931233971958'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113277931233971958'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2005/11/odaowaam-w-kocu-te-8-i-poszam-do-kina.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-113241250553542282</id><published>2005-11-19T15:29:00.000+01:00</published><updated>2005-11-19T18:05:12.660+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div align="center"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;FOTOSTORY&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;Moi wierni czytelnicy w liczbie 1 ( słownie: w liczbie jednego ), poprosili mnie o fotostory, czyli o przedstawienie bohaterów moich opowiesci i czasami smętnych, przyznaję, wynurzeń. Niech temu życzeniu stanie się zadosć - ogłaszam dzień dzisiejszy &lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Dniem Przyjaźni z Czytelnikiem Bloga.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Wpisać se to, garnki, w kalendarz, bo powtarzać nie będę i żeby za rok zaskoczeń nie było !!! Howgh, jak mawiał Winnetou ( nie mylić z Markiem Polem, choć, kto wie, może on też tak mawiał ).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;&lt;strong&gt;Bohater 1:&lt;br /&gt;The Royal City of Brussels&lt;/strong&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/IMG_20051113_0005.jpg" border="0" /&gt; &lt;p align="center"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;strong&gt;Brussels&lt;/strong&gt; - stolica Jewropy.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Brussels&lt;/strong&gt; - ojczyzna frytek smażonych na wołowym smalcu, z których Belgowie dumni są i bladzi, więc obnoszą po miescie koszulki z rysunkiem Wielkiej Frytki i podpisem:&lt;br /&gt;This is a Belgian invention, therefore we call it French Fries.&lt;br /&gt;Jak widać, naród to choć nieliczny, to pogodzony ze swoją rolą francuskiej bądź holenderskiej prowincji. Zakompleksiony. Z fantastycznym poczuciem humoru.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Brussels&lt;/strong&gt; - to w jej sercu stoi maleńki i niepozorny jak cała Belgia Manneken Pis i jak na prawdziwego Belga przystało, leje równo na wszystko.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Brussels&lt;/strong&gt; - stolica chaosu, który próbuje się zorganizować, ale za cholerę nie daje rady.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;&lt;strong&gt;Bohater 2:&lt;br /&gt;Ulala&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;br /&gt;Skromna(?!) autorka tego bloga, którą los rzucił na tę belgijską mieliznę. Zainteresowanych dalszymi szczegółami odsyłam do autobiografii, którą pewnie napiszę jak już będę bardzo sławna i bogata. Tymczasem musicie zadowolić się własną znajomoscią tematu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;&lt;strong&gt;Bohater 3:&lt;br /&gt;Zbiorowy&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Grupa Belgów, z którymi przyszło mi - na dobre i złe - dzielić przez te kilka miesięcy Kota. Grupa wyjątkowa, bo w miescie, gdzie 25% mieszkańców to imigranci, the groupa in question zawyża statystyki: 7-osobowa ekipa krajowa do 1 Polki ( mnie, znaczy się ).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;a) Marie&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; &lt;/p&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/Picture%20039.jpg" border="0" /&gt; &lt;p align="center"&gt;&lt;br /&gt;Moja współlokatorka z piętra, potocznie zwana Przecinkiem. Marie liczy 149 centymetrów wzrostu, 39 kilogramów wagi i miseczkę A, która jest przyczyną jej głębokiego kompleksu. Na drzwiach ma wielki rysunek Smerfa Marudy, który stwierdza: "J'aime pas les grands".&lt;br /&gt;Marie jest absolutnie cudowna, zwłaszcza jak wypije pół kieliszka wina i zaczyna przejawiać skłonnosci dyktatorskie, których - niestety - nikt nie jest w stanie brać na poważnie.&lt;br /&gt;Dzielę z nią kibel, kuchnię i usytuowany tamże prysznic, niechęć do niskich temperatur, miłosć do tiramisu i czekolady, poczucie humoru i podejscie do życia oraz los kobiety niezależnej, choć nieskończenie samotnej. &lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;b) Franklin&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; &lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/IMG_0700.jpg" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;Nie mieszka z nami, chociaż niewiele brakuje.&lt;br /&gt;Najlepszy przyjaciel Marie, który rozmiarowo ma się do niej jak Gargamel do Smerfa Ważniaka.&lt;br /&gt;Potocznie zwany Narcyzem, a dlaczego to się raczej łatwo domyslić. Kocha siebie nieskończenie. Jest mistrzem Belgii w judo, ale trudno sobie wyobrazić tę dobrą duszę okładającą kogos po ryju. Franklin ma cudownie niski głos radiowca z nocnych audycji. Porzucony przez swoją laskę Franklin jest obiektem głębokiej miłosci ze strony Marie, której w swojej męskiej slepocie nie jest w stanie dostrzec ani traktować jak kobiety. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;c) Lawrence&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;Na zdjęciu: Lawrence ze swoim "przyjacielem" Axelem&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/Picture%20012.jpg" border="0" /&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;Lawrence -laska, która mieszka na poddaszu nade mną i zasłużyła na karę smierci za zamieszanie z internetem. Ma słodką buzię, sporą nadwagę i mentalnosć pięciolatki, za którą nie da się jej nie lubić, mimo wszystkich kłopotów, które przysparza nieco bardziej odpowiedzialnej reszcie mieszkańców Kota. Od miesiąca ( z dwoma przerwami ) ma chłopaka, który zdążył sobie u nas zasłużyć na miano buraka. Chłopak ów, o uroczym imieniu Vincent, jest z zawodu kotłowym (?!) i rzucił Lawrence 2 razy stwierdzając, że nie jest dla niej, jako studentki prestiżowego kierunku na prestiżowej uczelni, partnerem. Osobiscie trudno mi się z tym nie zgodzić, ale Lawrence się nie zgadza. Lawrence ma też przyjaciela, który jest chłopakiem jej koleżanki, która z kolei jest siostrą jej chłopaka (?! uwielbiam takie klimaty ). Ten przyjaciel, zwany Axelem -przyjaciel o gębie wykastrowanego członka HitlerJugend, jest w jednej czwartej Polakiem i cieszy michę na każde moje "dzień dobry", "smacznego", "na zdrowie", tudzież "kurwa mać". Wywołuje przy tym ogólną wesołosć wsród różańcowego koła Marie-Elo-Ula-Flo-Franklin, bo zupełnie nie zdaje sobie sprawy, że wychodzi na kretyna. Biedny Axel nie widzi też, że Lawrence go sobie wyhaczyła na ewentualnego następcę Vincenta, choć na razie wszystko zmierza raczej ku opcji równoległej. Którą Lawrence praktykowała, według relacji Marie, otwarcie przez cały zeszły rok.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;&lt;strong&gt;d) Florence&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;Laska, na której widok sliniłabym się na pewno, gdybym tylko była facetem, albo chociaż lesbijką. Przyjaciółka Marie z jej rodzinnego miasteczka. &lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/IMG_20051116_0011.jpg" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;Pisze doktorat z biochemii i uprawia wyczynowo gimnastykę artystyczną.&lt;br /&gt;Niestety nie mieszka z nami, ale bywa tu bardzo często, bo jej smutno samej u siebie w Kocie. &lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;&lt;strong&gt;e) Elodie&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;Przyszły, sfrustrowany literaturoznawca. &lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/IMG_20051116_0036.jpg" border="0" /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Mieszka piętro pode mną i Marie. Kocha połączenie czerni z różem. Ponadprzeciętny iloraz inteligencji i poziom poczucia humoru. Niesamowite ludzkie ciepło i duży talent kulinarny, niestety widoczny w zwalistej sylwetce. Ironia losu sprawiła, że nie mówiąca po niemiecku Elo powiesiła sobie na drzwiach blaszany znak z napisem "Tylko dla samochodów ciężarowych", który wywołał histeryczny smiech u Thomasa - Niemca, który bywa u mnie dosć regularnie w celach wyłącznie naukowych, a który chwilę przedtem poznał Elo. Elo mieszka na 1-ym piętrze i spędza dużo czasu w kuchnii, której okno wychodzi na spory skwerek. Skwerek stał się strategicznym miejscem stałego wielbiciela Elo, który ogląda ją z tamtejszej ławeczki, żebrząc o numer telefonu. Elo nie chce się nad biedakiem ulitować i to tylko dlatego, że jest wiecznie nietrzeźwym Arabem. Rasistka.&lt;/p&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;f) Nathalie&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;Na zdjęciu: Nathalie z Thomasem.&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/IMG_20051019_0050.jpg" border="0" /&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;Nath mieszka na piętrze z Elodie. Studiuje antropologię, pracuje w piekarni, skąd wraca obładowana słodkosciami, na które już nie może patrzeć i pachnąca swieżym chlebem. Wolontariuszka w księgarni Oxfamu. Bardzo zaangażowana harcerka i niezmordowana imprezowiczka. Jedyna, która jest w stanie mnie tutaj przepić. Ciągle biega z grupą swoich zdrowo, acz pozytywnie, szurniętych znajomych po rozmaitych wydarzeniach nie-za-bardzo-kulturalnych, czasem zabierając mnie ze sobą jako egzotyczną ozdobę.&lt;br /&gt;"Thibault, to jest Urszula, polska Erazmus, która ze mną mieszka i mówi po francusku lepiej od ciebie. Ha. Zaopiekuj się nią". I Thibault, posłusznie, się mną opiekuje, z finansowaniem piwa i dzieleniem się palonym zielskiem łącznie. Bo Nathalie kazała.&lt;br /&gt;Nathalie ma wieloletniego przyjaciela o cudownym imieniu Benjamin, który jest najsłodszą istotą płci męskiej, jaką znam i którą schrupałabym z przyjemnoscią, ale powstrzymam żądzę, bo dzieci się nie krzywdzi. Benjamin, gdyby mógł, nosiłby Nathalie na rękach, nieba jej przychylił i służył za podnóżek, ale Nathalie uczuć nie odwzajemnia tkwiąc od czasu jakiegos u boku grubawego i ponurego Thomasa. Przychodzi za to do mnie regularnie się na niego żalić i zastanawiać, co z nim robi skoro go nie kocha, tylko lubi, po czym jedzie do niego na noc i wraca przeciągając się jak kocica. Hmm. Pewnie z nim gazety czyta.&lt;/p&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;g) Vincent&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;Mieszka pod Elo i Nathalie. Jest bardzo sympatyczny, ale niewiele o nim wiem, poza tym, że myje się za rzadko, ogląda głupawe filmy, spiewa w chórze i siódmy rok spędza na czteroletnich studiach. No i, jak na tutejsze standarty, nieźle mówi po angielsku. Zdjęciem nie dysponuję. Ale to naprawdę żadna strata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak oto wygląda moje małe, barwne zoo. Opis pozostałych eksponatów bedzie dodawany w razie potrzeby.&lt;br /&gt;Happy?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-113241250553542282?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/113241250553542282/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=113241250553542282' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113241250553542282'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113241250553542282'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2005/11/fotostory-moi-wierni-czytelnicy-w.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-113208657622904153</id><published>2005-11-15T21:25:00.000+01:00</published><updated>2005-11-15T22:08:26.403+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/IMG_0290.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/IMG_0290.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Taki paskudny potworek w samym, super posh, centrum miasta. A wokół cała masa arabsko-cygańsko-rumuńskich żebraków. Globalizacja. Wyszłam z Zary dzierżąc w ręku firmową papierową torbę z zawartosią o wartosci 30€, z bananem na twarzy ( przed okresem, w czasie zgniłej jesieni nic tak nie podnosi morale jak ciuchy ). Na ich widok, na szarej i mokrej od deszczu Avenue de la Toison d'Or, banan szybko wylądował na chodniku, zmieszany z błotem.&lt;br /&gt;Przywykłam już do rzempoloących na akordeonach w tramwajach Cyganów, do szarpiących druty w metrze Latynosów i do ruskiego dziadka, co łamanym barytonem wyspiewuje przy Grande Place arie operowe, których nikt nie słucha. Ale dzisiaj wyrzuty sumienia opadły mnie ze zedwojoną siłą - zwłaszcza, że za zawartosć niesionej torby mogłabym się żywić dobre dwa tygodnie a ci, którzy we mgle przenikliwej mżawki żebrali tak ostentacyjnie, pewnie daliby radę jeszcze dłużej. I wtedy ze sklepu Massimo Dutti, gdzie skarpetki kostują 30€, wyszedł bardzo inteligentnie ( i zamożnie ) wyglądający młody mężczyzna i widząc, gdzie wędruje moje spojrzenie stwierdził najczystszą, inteligencką francuszczyzną:&lt;br /&gt;- Przez ostatnie pięć lat obserwuję jak Bruksela schodzi na psy. A centrum zamienia się w smietnik. Nie ma Pani ochoty napić się kawy w jakims weselszym miejscu?&lt;br /&gt;To, że mój banan wylądował na chodniku, to nic. Dobrze, że po tym dictum nie wylądowały obok moje okulary z oczami i dolna szczęka. Dawno nie spieprzałam znikąd tak szybko. I do tej pory nie rozumiem, co mnie popchnęło do ucieczki. Przecież nie to, że ktos obcy ( i przystojny, i romantycznie nieznajomy ) zaprosił mnie na kawę - przecież o nagłym przybyciu księcia na czarnym rumaku marzy każdy Kopciuszek, bez względu na liczbę lat, iloraz inteligencji i stopień wyparcia takich mysli z id. Przecież nie to, że ktos neguje istnienie biedy i nieszczęscia izolowany od zła tego swiata szklanym koszem dobrze sytuowanej rodziny, ładnego mieszkania, stałego zatrudnienia i być może półką dobrej literatury i stopniem naukowym. Większosć ludzi, by móc funkcjonować wypycha ze swiadomosci istnienie bardziej nieszczęsliwych od siebie i może dzięki temu walczyć o więcej i więcej. Dla siebie i bliskich. Więc co? Kiedy ostatnio na Grande Place podbił do mnie uliczny pucybut-performer ze stwierdzeniem, że potrzebuje na fotelu dziewicy, wysmiałam go, że pomylił adres. A razem ze mną pół ulicy obserwującej zdarzenie. Jak w robotniczych Les Marolles zaczął za mną sunąć zdesperowany Arab, kazałam mu się - cytuję - odpierdolić od biednej emigrantki. To dlaczego dzisiaj zwiałam? Tylko po to, by wrócić do Kota, położyć się na godzinę i mieć bardzo sugestywne erotyczne sny z moim cudownie złosliwym Szkotem w roli głównej?&lt;br /&gt;Nienawidzę jesieni. Nienawidzę PMS.&lt;br /&gt;A tymczasem przygotowania do łączonej fiesty z okazji rodzin Elo, Laurence i Franka trwają na całego. To już jutro. Cała szemrana knajpa karaoke zarezerwowana. Musiałam nawet obiecać, że będę spiewać. Wybaczcie im, bo sami nie wiedzą, co czynią :-))))&lt;br /&gt;A pojutrze nieszczęsna Marie leci z Franklinem odwiedzić swoją psiapsiołę w Madrycie. I trzęsie się, biedactwo, jak osika - bo siostra psiapsioły dała jej dzis dobrze zaklajstrowaną paczkę do przekazania i Marie WIE, chociaż teoretycznie nie wie, że  w srodku jest pewnie parę gramów zielska. Marie boi się zielska. Marie pewnie nawet nie wie dobrze jak wygląda zielsko. Marie w życiu nie dowie się jak smakuje zielsko. I Marie sama nie wie, czy bardziej boi się przeszmuglować zielsko, czy zapytać, co jest w paczce i uzyskać potwierdzenie swoich obaw. Bo przecież nie odmówi przewiezienia paczki.&lt;br /&gt;Dom wariatów.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-113208657622904153?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/113208657622904153/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=113208657622904153' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113208657622904153'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113208657622904153'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2005/11/taki-paskudny-potworek-w-samym-super.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-113183571125813108</id><published>2005-11-12T23:43:00.000+01:00</published><updated>2005-11-13T00:51:07.656+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/rule.jpg"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;THE NET IS BACK HOME !!!&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;Nie było internetu. &lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;Przez Lawrence. &lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;Okazało się to dla mnie naprawdę wielką osobistą tragedią: &lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie, jako smakujesz, aż się zepsujesz. &lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;Lawrence kręciła i kłamała, aż przestałam ją lubić. &lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;Natentychmiast, jak w chwilach złosci mawia moja rodzona. &lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;Nad resuscytacją zmarłego przez trzy dni głowiło się trzech znajomych informatyków Marie. I zonk.&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;I trzeciego dnia nadeszło. Nie, nie zmartwychwstanie. Najpierw nadeszło, tudzież nadeszły, urodziny Elo. &lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;Obrazek 1:&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/IMG_0689.jpg" border="0" /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;20 osób, w porywach do 25 na naszym stryszku. I wszyscy chleją. Ja też. Kiedy już wszyscy, ze mną włącznie, mają w czubie i oglądają w pozycjach joginów głupawą komedię "Les bronzes font du ski", nadciąga jeden z ów znajomych informatyków z miną przedsiębiorcy pogrzebowego. By obwiescić, że operacja się udała, ale pacjent zmarł i z martwych nie powstanie w ciągu najbliższych dni. Lawrence zaczyna buczeć i mamrotać, że to nie jej wina. Marie zaczyna drzeć na nią mordę, bo od tygodnia randkuje na msn-ie z jakims super fajnym Chinobelgiem i własnie miała się z nim umówić na spotkanie. Jednym słowem: robi się głosno. Bardzo głosno, rzekłabym. Gdy wtem...&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;Obrazek 2:&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;Ula nabiera powietrza w płuca, by potok polskich przekleństw i obelg pod adresem Lawrence mógł nabrać odpowiedniej wyrazistosci.&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;Obrazek 3:&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;Chwila autentycznej traumy. Zapada głucha cisza.&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;Obrazek 4:&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;Ula wylewając po drodze jakiegos winiacza w kartonie wybiega do kuchni i trzaska drzwiami.&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;Obrazek 5:&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;Ula zapala szlugę w ciemnej kuchni.&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;Obrazek 6:&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;W ciemnej kuchni, Ulę zza drzwi dobiega głos Franklina...&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;( didaskalia: Franklin ma najcudowniejszy, najseksowniejszy, ciepły i głęboki głos radiowego spikera z nocnych audycji, jaki w życiu Ula słyszała )&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;... Nie, Lawrence, zostaw ją w spokoju, bo cos mi mówi, że oberwiesz po paszczy...&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;Słyszać piskliwy głosik Lawrence...&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;Obrazek 7:&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;30 minut później: &lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;3 informatyków przed komputerem.&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;Obrazek 8:&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;Net działa.&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;Franklin: ... bo bałem się, że kogos zastrzelisz...&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;I proszę, co to znaczy siła motywacji.&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;Obrazek 9:&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/Picture%20015.jpg" border="0" /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;Franklin dostaje od Uli buzi prosto w wielką bliznę na czole ( garnek zrobił sobie ziaziu dziurkaczem w biurze ).&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;Obrazek 10:&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/Picture%20033.jpg" border="0" /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;Impreza trwa. Jakos intensywniej, po oczyszczeniu atmosfery i łącza ze zbędnych elementów trzecich.&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;Obrazek 11:&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;10 osób gra przy jednym stole w bilard.&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;Obrazek 12:&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;Cudowne bil rozmnożenie:&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;do 45.&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;Marie i Elo liczyly.&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;W obawie o własną i Polaków reputację Ula nie smie zabierać głosu...&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;Obrazek 13:&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;20 zwłok na naszym stryszku.&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;Kolektywny kac to zaiste mistyczne uczucie. W takich momentach myslę sobie, że to dobrze, iż w Brukseli nie działa instytucja autobusów nocnych...Uwielbiam 85, rue Victor Greyson. Nawet jesli prysznic jest absolutnie chujowy.&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;Czy ja jestem wariatką? Furiatką? Popaprańcem? A może brak mi witamin?&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;Odpowiedzi proszę nadsyłać na adres...&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;Miałam tyle rzeczy do opisania, kiedy nie było netu i nagle wszystkie szlag jeden trafił !!!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-113183571125813108?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/113183571125813108/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=113183571125813108' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113183571125813108'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113183571125813108'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2005/11/net-is-back-home-nie-byo-internetu.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-113132035271356580</id><published>2005-11-07T00:26:00.000+01:00</published><updated>2005-11-07T00:56:13.906+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/IMG_0581.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/IMG_0581.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Fascynujace zjawisko.&lt;br /&gt;Blog to dziwna forma komunikacji. Piszesz niby dla siebie, wiec jakos tak naprawde szczerze &lt;em&gt;( uwaga ta nie dotyczy bezczelnych lanserów w dowolnym miejscu na swiecie :-))) &lt;/em&gt;i dlatego bardzo długo się zastanawiasz zanim podasz komukolwiek adres. Bo inaczej idea upada; upada, kiedy zaczynasz cedzić wpisy przez sitko, by spodobały się zbyt szerokiej grupie znajomych.&lt;br /&gt;Na blogu piszesz w przestrzeń, bo do nikogo w szczególnosci a jednak jest to forma komunikacji. Blog nie istnieje bez czytelników bloga. To znaczy, istnieje, ale jakos tak połowicznie i bez sensu. Blogi, na których brak jest komentarzy wywołują u mnie autentyczny żal i smutek, jak - może to i głupie porównanie - groby, na których w Zaduszki nikt nie zapalił ani jednej swieczki. Od razu sama mam ochotę to zrobić, zostawić jakis komentarz, choćby i najbanalniejszy.&lt;br /&gt;Wróćmy jednak do sedna sprawy. Do komunikacji.&lt;br /&gt;Wysyłałam dzis maile do znajomych. Ze względu na dosć pokaźne zaległosci w, justement, komunikacji, ilosć maili okazała się hurtowa. I w pewnym momencie uderzyło mnie, że wsród adresatów maili nie ma tych, co do których wiem, że zaglądają na tego bloga regularnie. Bo i co miałabym im jeszcze napisać? Że za nimi tęsknię? Że pozdrawiam gorąco? Przestałam z nimi wymieniać informacje, przestałam komunikować się z nimi w sposób - oh buoy - tradycyjny, czyli mailowo. Przestałam z nimi komunikować się OSOBOWO a jednak nie czuję żadnej pustki, nie czuję jakby czegos ubyło. Dlaczego? Bo ważniejsze niż wygląd chaty na Andersa i newsów z Kielc są procesy zachodzące w ich głowach? Czy to tłumaczy dlaczego Przemciu dzwoni tak często? Bo ma regularny INPUT z mojej strony a jako nie-blogger nie może w identyczny sposób skonstruować własnego OUTPUTu? A jakos przecież chce mi go podać? Ja już nawet nie odczuwam potrzeby pisania do tych, co znają ten adres. Ale maile, smsy i komentarze od nich - zawsze chętnie czytam, zawsze na nie czekam.&lt;br /&gt;Buźka&lt;br /&gt;He,he,he&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-113132035271356580?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/113132035271356580/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=113132035271356580' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113132035271356580'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113132035271356580'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2005/11/fascynujace-zjawisko.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-113123025655450501</id><published>2005-11-05T23:32:00.000+01:00</published><updated>2005-11-06T00:03:34.416+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/IMG_0597.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/IMG_0597.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;A jesień była piękna tego roku...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie, nie - nie będę cytować "wieszcza", bo na szczęscie nikt nie zginął. A jak szedł to nie czwórkami. I na pewno nie do nieba, tylko na balecik. Łatwo rozróżnić. Eksperckim okiem.&lt;br /&gt;Po prostu - jesień jest piękna tego roku.&lt;br /&gt;Wybrałam się do koleżanki obejrzeć jej kameleona o uroczym imieniu Taiko. Po czym spiłam się jakims szemranym wiskaczem w towarzystwie jej ojca, który uradował się szczerze z tego, że ma towarzystwo i to nie byle jakie, tylko prawdziwą słowiańską duszę z Polski. Ojciec to był z importu - prosto z bratniej, przyjaznej Bratysławy. Po wiskaczu przyszedł czas na jałowcówkę i becherowkę. I dialogi z kreskówki o Kreciku i Wodniczku. Doprawdy nie wiem, jak się dotoczyłam do domu. To znaczy wiem - wesołym, sobotnim tramwajem, którym wszyscy pomykali na jakies imprezy. Grunt, że do siebie ( w końcu ) trafiłam. Chłodny wiaterek przetrzeźwił mnie nieco a i tak nie byłam już w stanie doturlać się na Wieczorek Samotnych w Namur, na którym bawi załoga z Kota. Spędzam za to uroczy wieczór: ja, przedwczesny kac, szlugi, wyrzuty sumienia, komputer, "Sex and the City" season 1, the city from behind the window and no sex.&lt;br /&gt;Ha.&lt;br /&gt;I'm gonna miss it one day.&lt;br /&gt;Przynajmniej tym się pocieszam.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-113123025655450501?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/113123025655450501/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=113123025655450501' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113123025655450501'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113123025655450501'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2005/11/jesie-bya-pikna-tego-roku.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-113096921223586732</id><published>2005-11-02T21:58:00.000+01:00</published><updated>2005-11-03T00:46:05.186+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div align="center"&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;&lt;strong&gt;F&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/IMG_20051029_0018.0.jpg"&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;&lt;strong&gt;OTOREPORTAZ:&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffff00;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;jak Marcinek i Ulala podbijali The Free City of Amsterdam w długi październikowy weekend.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Odsłona 1: The Free city: here we come!!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/IMG_20051029_0017.jpg" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Odsłona 2: WOW!!!&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Ulala said: For the first time in my life I navigate among so many high and happy people...&lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;Marcin answered: Let's join them...&lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;&lt;strong&gt;( IMAGE BANNED FOR SECURITY REASONS - SORRY )&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;strong&gt;!!! LEGALIZE IT !!!&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;strong&gt;Odsłona 3: Sightseeing!!!&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/IMG_20051030_0024.jpg" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;Pełni samozaparcia Ulala i Marcinek wyruszają na zwiedzanie miasta. Są zachwyceni.&lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;Ale ...&lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;po wizycie w The Doors Coffee Shop:&lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/IMG_20051030_0093.jpg" border="0" /&gt;Ulala sponiewierana jak koń po westernie. &lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/IMG_20051030_0023.0.jpg" border="0" /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;strong&gt;WE ARE HAPPY, YET PISSED...&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;Okolicznosci zdarzenia: &lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;a) no hotel room available in the town &lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;b) Marcinek makes Ulala walk for 2 hours in no direction at 4 o'clock in the morning &lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;c) benches at Schiphol airport are not really comfy &lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;d) you can only sleep on them while sitting - w przeciwnym wypadku bardzo miły pan każe się wynosić &lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;e) kurczak w Burger King na sniadanie sucks. Bad. &lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;f) konus z Nikaragui, były mieszkaniec Kickiego 9, mówi po polsku lepiej niż Marcinek...frustrating...&lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;strong&gt;Odsłona 4: Come back...&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;Ulala i Marcinek miss the train...&lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/IMG_20051030_0108.jpg" border="0" /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;I think I've had enough...&lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;strong&gt;Odsłona 5: The next morning...&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/IMG_20051029_0015.0.jpg" border="0" /&gt; &lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;Jak ujmowała to bohaterka "Sniadania u Tiffany'ego":&lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;strong&gt;TIMBER!!!&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;tudzież:&lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;strong&gt;ZWAŁKA!!!&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;God damn, warto było...&lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;To były najlepsze "wakacje" od czasu ostatnich wakacji...&lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;Martini, z tobą jak w dym - wszędzie!!!&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-113096921223586732?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/113096921223586732/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=113096921223586732' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113096921223586732'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113096921223586732'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2005/11/fotoreportaz-jak-marcinek-i-ulala.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-113035441436783209</id><published>2005-10-26T21:09:00.000+02:00</published><updated>2005-10-26T21:32:10.640+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/IMG_20051024_00191.JPG"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/320/IMG_20051024_0019.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/IMG_20051024_0019.jpg"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na zajęciach z fonetyki&lt;br /&gt;rodzą się nerwowe tiki.&lt;br /&gt;Zbiera mi się na ziewanie,&lt;br /&gt;Nudzę się tu niesłychanie.&lt;br /&gt;Pani w nosie ma gronkowiec&lt;br /&gt;I przewodzi stadku owiec.&lt;br /&gt;Ja wsród nich owieczka czarna:&lt;br /&gt;pewnie to kolonia karna!!!&lt;br /&gt;Będę grzeczna już na zawsze,&lt;br /&gt;Tylko siedzieć tu nie każcie!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poemat ten stworzywszy ( w ciągu 30 sekund - tak głosno moja dusza skamlała), ogłosiłam, że mam nagły atak grypy, wzięłam moje zabawki i z głosnym UFFF wyszłam z sali. Merde. Co za beznadziejny przedmiot!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Okradł mnie dzis bank - na całe 10 euro - który najpierw kazał mi uwierzyć, że zgubiłam kartę a potem przyznał się, że bezczelnie zeżarł ją bankomat ( fakt, że mogłam nie zauważyć, bo wzrok mi mąciły substancje tylko na wpół legalne ). Niech ich szlag trafi a to 10 euro, za które mogłabym się przez trzy dni żywić, niech stanie im oscią w gardle !!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następnie okazało się, że okradł mnie debiutujący na polskim rynku operator telefonii komórkowej ORANGE, który by mi to obwiescić miał czelnosć na mój koszt zadzwonić do mnie w osobie jakiejs oszołomionej panienki. Na którą strasznie wydarłam ryja. Ojojoj.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Coorvah match.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mam siły się już denerwować, bo mnie boli kręgosłup. Leżę więc tylko bezwłądnie i smieję się do rozpuku z Marie, która niesiona falą nieposkromionej fantazji zrobiła sobie dzis trwałą a teraz wstydzi się wyjsć ze swojego pokoju. Ha.&lt;br /&gt;Jak widać niektórzy mają jeszcze gorzej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-113035441436783209?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/113035441436783209/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=113035441436783209' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113035441436783209'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113035441436783209'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2005/10/na-zajciach-z-fonetyki-rodz-si-nerwowe.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-113025931089246155</id><published>2005-10-25T18:40:00.000+02:00</published><updated>2005-10-25T19:47:31.996+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/20kaczka.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/20kaczka.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Uwaga do tych, co nie znoszą zawiązywania rymom kozich ogonów - nie czytać !!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;POEMAT W WIELU WERSACH O KACZCE, CO SMOKIEM WAWELSKIM BYŁA,&lt;br /&gt;CZYLI OPOWIESC Z MORAŁEM, ŻE HISTORIA LUBI SIĘ POWTARZAĆ:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nad rzeczką, opodal krzaczka&lt;br /&gt;Mieszkała kaczka - dziwaczka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten krzaczek to Warszawa,&lt;br /&gt;Rzeczka - Wisła plugawa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kaczka to jest wyjątkowa,&lt;br /&gt;Gruba w kuprze, mocna w słowach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czwarta Rzeczpospolita&lt;br /&gt;Z entuzjazmem kaczkę wita.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prosty człowiek już się cieszy&lt;br /&gt;I z posiłkiem kaczce spieszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siada z kaczką do obiadu,&lt;br /&gt;by usłyszeć "spieprzaj, dziadu".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy na gniazdku K. zasiadła,&lt;br /&gt;Wszystkich gejów naraz zjadła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem zgniłych liberałów&lt;br /&gt;w imię polskich ideałów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na deser, prostego człowieka&lt;br /&gt;I z radoscią, głosno beka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I nie straszna jej Bruksela,&lt;br /&gt;co jej krajem poniewiera !!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prosty człowiek w zemsty ramach,&lt;br /&gt;przygotował jednak zamach:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po wakacjach na Chorwacji&lt;br /&gt;spreparował grypy parę racji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wypchał grypą liberała,&lt;br /&gt;co go w zupie kaczka miała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kaczka już zainfekowana,&lt;br /&gt;Traci wagę, rzyga z rana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prosty z boku patrzy się:&lt;br /&gt;"Et tu, Brute, contra me ?! "&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dont spik inglisz, mówi prosty&lt;br /&gt;Oglądając kaczki krosty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kaczke już gorączka trawi,&lt;br /&gt;puszcza co krok parę pawi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już dręczą ją pragnienia&lt;br /&gt;NIE DO UGASZENIA.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prosty patrzy: cóż za zmiana!!!&lt;br /&gt;Kaczka się na nogach słania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jejku, rety, co się dzieje?!&lt;br /&gt;Kaczka rosnie i pęcznieje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziób zamienia jej się w paszczę,&lt;br /&gt;Z której zieje płomień straszny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Łuski ciało jej powlekły,&lt;br /&gt;Z kupra wyrósł ogon wsciekły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobry Boże - mysli prosty od paniki o krok.&lt;br /&gt;To nie kaczka - to wawelski smok !!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobry Boże&lt;br /&gt;Nie pomoże...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Mis trojański - stwierdza w swej tępocie -&lt;br /&gt;Ostrząc widły w czoła pocie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To Krakusy z nas zakpili,&lt;br /&gt;smoka Wawie podrzucili.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chcą u siebie znów stolycę,&lt;br /&gt;Nasze dzieci przerobić na mycę!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po moim trupie!!! krzyknął głosno&lt;br /&gt;Aż echo po Wisle poniosło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chłopy, ruszamy na Kraków,&lt;br /&gt;trzeba wybić tych tępaków !!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostrzą cepy, tankują ciągniki,&lt;br /&gt;Solidarnie wszystkie rolniki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lecz tu za zrządzeniem losu,&lt;br /&gt;ostatni liberał doszedł do głosu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nomen omen, liberał zwał się Dratewka,&lt;br /&gt;inteligencja i pasja jego była szewska.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomscić chciał pożartych braci,&lt;br /&gt;Chciał cos zyskać, nic nie stracić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przebrał się więc za owieczkę,&lt;br /&gt;Włożył se pod ogon swieczkę,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I  kaczkę - smoka, co ją palą trzewia&lt;br /&gt;Jął namawiać, by się nie bał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By się napił wody z Wisły,&lt;br /&gt;Aby troski wszystkie prysły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszak to czysto polska rzeka,&lt;br /&gt;Piękna rzeka, pełna mleka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Argumenty nie rynkowe&lt;br /&gt;Przekonały kaczkę - krowę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pociągnęła długi łyk&lt;br /&gt;A Dratewka myk, myk, myk.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zepchnął kaczkę z Poniatoszczaka,&lt;br /&gt;Smutna kaczki dola taka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niemniej jednak,&lt;br /&gt;Od tyrana i wojny domowej kraj uratował.&lt;br /&gt;W nagrodę dostał pół kurestwa i rękę kurewny.&lt;br /&gt;I miał z nią stadko małych liberałków, którzy mimo wszystko wyrosli na porządnych ludzi.&lt;br /&gt;I jeździli dobrymi samochodami,&lt;br /&gt;podczas gdy prosty nadal uprawiał pole ciągnikiem marki Ursus. Tyle, że to model był sportowy. Ha.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-113025931089246155?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/113025931089246155/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=113025931089246155' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113025931089246155'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113025931089246155'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2005/10/uwaga-do-tych-co-nie-znosz-zawizywania_25.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-113018307010067504</id><published>2005-10-24T21:05:00.000+02:00</published><updated>2005-10-24T21:44:30.130+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/IMG_20051018_0007.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/IMG_20051018_0007.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;Muszę przyznać, że nawet nieźle mi poszło z tym zaczynaniem. Wbrew mrocznym przepowiedniom Michała S.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Zaczęłam od uczestnictwa w męskim striptizie w Stolicy Belgijskiego Dresiarstwa, czytaj w Charlesroi. A tfu, tfu, tfu. I to nie jest odgłos włosa łonowego w gardle. To wyraz dezaprobaty dla obu grup:  striptizerów, którzy wili się niepokojąco na oczach podnieconych panieniek i dla belgijskich dresów, którzy od polskich różnią się jedynie marką wypijanego w hurtowych ilosciach piwska. Tfu, tfu, tfu. I nawet wyraz pyska ten sam.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Następnie wzięłam się do pogłębiania integracji w moim Kocie. Skończyłam na bardzo pijackiej imprezie, gdzie chyba jako jedyny uczestnik nie obrzygałam przezornie wybetonowanych scian studenckiego klubu ULB. Marrant...Mój współlokator, który ma wątpliwą przyjemnosć dorabiać tam jako barman twierdzi, że po każdym takim występie przyszłej inteligencji tego niewielkiego kraju, myją wszystko ogrodowym szlauchem i domestosem. To stąd ten romantyczny smród chloru, który wali po nosie zaraz po wejsciu. Aha!!!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Potem przystąpiłam do odrabiania prac domowych. To nawet miłe uczucie nie siedzieć na zajęciach z debilnym wyrazem twarzy. Ciekawe na jak długo wystarczy mi cierpliwosci i samozaparcia...Jest szansa, że jesli nie minie mi fascynacja wykładowcą Mikołajkiem, to pociągnę tak chociaż do przyjazdu Marcina. Tj. do końca tygodnia. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Laurence smieje się ze mnie, aż ją różowe,okrągłe boczki bolą. Ale jak człowiek nie ma co robić, to mu króliczki po głowie skaczą. Tak przynajmniej twierdzi moja rodzona. Ogłaszam więc konkurs pt. "jak uwiesć Szkota". Najciekawszy scenariusz obiecuję zrealizować i w ramach nagrody dla zwycięzcy konkursu udokumentować zdjęciami. Oferty nadsyłać na mój adres mailowy. Liczę, Jacuzz, Zzzz, Marian, Michał, Marcin, Jędrus &amp; comp. na waszą kreatywnosć. Niech polska inteligencja wykaże się inwencją twórczą i wspomoże.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Moje Poleczki ustawione. Koniec rządów frontu jednosci Magda P.-Anna B. Nikt nie będzie mi tu, coorvah match, matkował. Oh, nie...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Mój niemiecki uczeń ze Stuttgartu zna już wszystkie przekleństwa po polsku. Jednym słowem, przy dobrym nauczycielu robi szybkie postępy. Ha. Za to ja po niemiecku mam problem nawet z prognozą pogody. Dla odmiany. Przygnębiające.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Siedzę tu jak ten diabeł na kępie wyrzucając sobie, że nie potrafię się niczym cieszyć, że ciągle w złym nastroju i wsciekła na cały swiat a przecież już teraz wiem, że będzie mi stąd zajebiscie żal wyjeżdżać i że własnie kolekcjonuję stos fascynujących wspomnień i opowiesci na całe długie lata. Czy ludzka natura nie jest pojebana? Chyba, że to tylko moja. Hope not.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-113018307010067504?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/113018307010067504/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=113018307010067504' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113018307010067504'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/113018307010067504'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2005/10/musz-przyzna-e-nawet-niele-mi-poszo-z.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-112992946357582389</id><published>2005-10-21T22:56:00.000+02:00</published><updated>2005-10-21T23:20:35.586+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/a%20woman%20in%20the%20sun.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/320/a%20woman%20in%20the%20sun.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Po pobycie na samym dnie najgłębszej z możliwych depresji:&lt;br /&gt;z doswiadczenia wiem- kiedy jest źle, nie należy się spodziewać, że zdarzy się cud, który wszystko odmieni jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Therefore, nie ma się co pocieszać myslą, że jutro będzie lepiej. Lepiej będzie tylko wtedy, kiedy sami SPRAWIMY, że będzie lepiej. Szczęsliwe przypadki ( w które, jak widać nie wierzę ) zdarzają się tylko wtedy, kiedy własnoręcznie i w wystarczającym stopniu nakręcimy spiralę miłych zdarzeń. Takie kółko samospełniających się przepowiedni. Rozumując w taki sposób, łatwo zrozumieć, dlaczego w krajach anglosaskich "nieszczęscie", tudzież po prostu brak szczęscia i odpowiednich ze społecznego punktu widzenia osiągnięć, spycha człowieka na margines. Rozumując w taki sposób, nie można nie dojsć do wniosku, że "nieszczescie" to choroba- i to wysoce zaraźliwa, którą sami na siebie sprowadzamy. Tak oto, keep smiling, put the happy face on, nawet wtedy, gdy życie rozpada ci się na kawałki.&lt;br /&gt;Zaczynam od jutra rana.&lt;br /&gt;Wciskam control+alt+delete i wraz z jutrzejszym porankiem zaczynam od nowa: przyjeżdżam ponownie do Brukseli. Resetuję sprzęt. Are you sure you want to send "...." to the recycling bin? Oh, fuck yeah. I'm sure.&lt;br /&gt;Zostawiam na dysku same przyjemne wspomnienia, doswiadczenia i ludzi a reszta ląduje w koszu.&lt;br /&gt;Tak brzmi program naprawczy dla Urszuli K. na nadchodzące miesiące. Program naprawczy, który wyciągnie ją z depresji, której dno osiągnęła dzis, w okolicach południa, na stołówce głównej siedziby NATO.&lt;br /&gt;Reset. Restart the computer. Logg on.&lt;br /&gt;Fuck yeah.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-112992946357582389?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/112992946357582389/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=112992946357582389' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/112992946357582389'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/112992946357582389'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2005/10/po-pobycie-na-samym-dnie-najgbszej-z.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-112966409483569853</id><published>2005-10-18T21:12:00.000+02:00</published><updated>2005-10-18T21:40:12.320+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/rooms%20by%20the%20sea.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/rooms%20by%20the%20sea.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;Najpierw się wyspałam. Potem odnalazła się moja karta bankomatowa. To nic, że w punkcie na drugim końcu miasta. Następnie przy okienku w agencji STIB, gdzie wypełniałam formularz o zgubieniu karty pasażera i biletu miesięcznego, cudownym zbiegiem okolicznosci znalazłam w portfelu i kartę, i bilet. Później zadzwonił mój brat. Braciszek. Bratolek. Cioteczny. Że przyjeżdża za 10 dni. Kupiłam sobie zajebistą książkę Erici Jung za 50 centimów w antykwariacie Oxfamu. Cały dzień swieciło piękne słońce i nawet szare Ixelles wyglądało w nim przyjaźnie. Jutro idę na ( darmowy ) koncert z popieprzonym towarzystwem, z którym balowałam w sobotę. W piątek jadę do Namur na wieczorek Chip'n'Dale ( to jeszcze nic pewnego, ale...). Moja współlokatorka z Kota przysłała mi kartkę z Lizbony. Reszta, która została na miejscu jest pozytywnie zakręcona i klimat wyraźnie się rozkręca.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Życie czasem potrafi pozytywnie zaskoczyć.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;W takim nastroju włóczyłam się dzis po miescie, aż w końcu narosło we mnie uczucie, że cos mi się tutaj uda. Nie wiem co, nie wiem jak i nie wiem kiedy. Ale mi się uda. Moje kosci nie kłamią.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Moją radosć psuł dzisiaj jedynie fakt, że jak powiedział Michał, drób nam wymiera i wieszczą w mediach (prawie) koniec swiata. Trudno w to jednak uwierzyć po panice wokół szalonych krów i pryszczycy, która trzebiła stada potencjalnych kotletów schabowych. Z resztą, jak słusznie zauważył jeden z moich wykładowców a dokładniej zwany Kochanym koles od tłumaczeń ekonomicznych, jako pierwszych grypa będzie dzięsiątkować najsłabszych, czyli - staruszków. Dwa lata temu, w samej Francji, w wyniku fali upałów zeszło się z tego swiata dwóm tysiącom tychże. I trudno się nie zorientować, jakiego kopa w górę dało to francuskiej gospodarce...Cos dodać? Cos ująć? Hmm...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-112966409483569853?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/112966409483569853/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=112966409483569853' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/112966409483569853'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/112966409483569853'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2005/10/najpierw-si-wyspaam.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-112957760008464249</id><published>2005-10-17T21:18:00.000+02:00</published><updated>2005-10-17T21:33:20.103+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/cat.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/200/cat.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; Mam dokładnie wrażenie, że los pokazał mi dzis podogonie. Czyli, let's face the music, dupę. I wcale nie była tak sympatyczna jak ta powyżej...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"If I could start again&lt;br /&gt;A million miles away".....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Damn it. Wiem, że w życiu każdego człowieka zdarzają się takie dni. Ale to mnie wcale nie pociesza!!! I nie poprawia humoru, kiedy przydarzają się akurat MNIE. Wręcz odwrotnie.&lt;br /&gt;Wszystko, co dzisiaj tylko mogło pójsć nie tak jak miało, własnie tak poszło. Zostałam dzis mistrzynią zgub ( w tym biletu miesięcznego i karty bankomatowej ), gaf i towarzyskich faux-pas ( z wypiciem przez pomyłkę kawy mojego wykładowcy łącznie ) i wygrałam konkurs na Mistrza Bezmyslnosci i Beznadziei.&lt;br /&gt;I nie pociesza mnie nawet, że spędziłam 4 godziny w kabinie w głównej siedzibie NATO.&lt;br /&gt;Niech się ten dzień już do ciężkiej cholery skończy !!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Run run run, run run run&lt;br /&gt;And you cannot run or ever, ever escape&lt;br /&gt;"Run run run, run run run&lt;br /&gt;You cannot run or ever hide it away"&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-112957760008464249?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/112957760008464249/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=112957760008464249' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/112957760008464249'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/112957760008464249'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2005/10/mam-dokadnie-wraenie-e-los-pokaza-mi.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-112949209080165641</id><published>2005-10-16T21:45:00.000+02:00</published><updated>2005-10-16T22:07:54.066+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/IMG_20051015_0039.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/320/IMG_20051015_0039.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; Nie, nie jestem wielbicielką kiczu........a tymbardziej nadmorskich pocztówek.........Ale........&lt;br /&gt;Mamma mia.&lt;br /&gt;Moje ciało mnie nienawidzi. Boli każde, najdrobniejsze włókienko moich tkanek - nawet to, którego obecnosci nigdy bym w moim ciele nie podejrzewała.&lt;br /&gt;Mam swiatłowstręt. I mgłę przed oczami.Chce mi się pić. Niedobrze mi na mysl o papierosie.&lt;br /&gt;Spędziłam cały dzień przelewając się z kąta w kąt, próbując wmusić w mój zbuntowany żołądek jakiekolwiek pożywienie. Ręce mi się trzęsą do tego stopnia, że nie jestem w stanie skonstruować poprawnego smsa. Tragedia. Ale się urządziłam. Na perkalikowo w kratkę.&lt;br /&gt;Tupot białych mew.&lt;br /&gt;KAC. KAC MILLENIUM.&lt;br /&gt;Cena za to jak pokazałam piątce Belgów jak się pije w Polsce. A wystarczyło powiedzieć: tak samo, tylko, że więcej. I dać se spokój z demonstracją. Ale nie. Kara boska za to, że zatęskniłam za odrobiną głupoty i studenckimi klimatami. Ach jo.&lt;br /&gt;Spędziłam zresztą uroczy wieczór. Czy też raczej noc? Na imprezie elektro? Rocka w wersji elektro? I jak zwykle "złowiłam" na imprezie Harrego Pottera. To już drugi po tym nowojorskim. Czy ja mam cholera napisane na czole "Hermione" albo "J.Rowling", czy co???!!! Najmilsze wspomnienie? Hmm. Chyba szalone sikanie na zmianę w bramie za rogiem...z czterema zalanymi laskami, które urządzają przedstawienie próbując cię zasłonić przed wzrokiem innych imprezujących.&lt;br /&gt;Co za kraj !!! Kazać ludziom płacić za wstęp do knajpy, za szatnię i potem każdorazowo za wizytę w kiblu...Ale teraz przynajmniej rozumiem, czemu cała Bruksela cuchnie szczynami. No i teraz i ja mam w tym swój udział. Ha.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-112949209080165641?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/112949209080165641/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=112949209080165641' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/112949209080165641'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/112949209080165641'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2005/10/nie-nie-jestem-wielbicielk-kiczu.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-112941019659978449</id><published>2005-10-15T22:53:00.000+02:00</published><updated>2005-10-16T21:45:08.036+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/IMG_20051015_0041.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/320/IMG_20051015_0041.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Padam na tak zwany pysk. Jest to tym cudowniejsze uczucie, że po raz pierwszy od bardzo dawna moje zmęczenie ma charakter czysto fizyczny: jest skutkiem przemierzenia dobrych kilkunastu kilometrów plażą i nawdychania się swieżego powietrza nad najczystszym ( ponoć ) morzem w Europie. Morzem Północnym.&lt;br /&gt;Ah, jak spiewał Jacques Brel: le plat pays...gdzie gofry z bitą smietaną i frytki smażone na wołowym smalcu, polane majonezem łączą dwa zwasnione narody...I stały się rytuałem niedzielnych poranków.&lt;br /&gt;Le plat pays, gdzie poranna mgła podnosi się i opada co dwiescie metrów. Gdzie październikowe słońce czyni heroiczne wysiłki, by wygrać z dominującą w krajobrazie szaroscią nadając jej bajkowe odcienie.&lt;br /&gt;Le plat pays, który w ciągu kilku godzin można przemierzyć wzdłuż i wszerz. Mogłabym ten kraj polubić. I na emeruturze siedzieć na ławeczce w równiuteńko przystrzyżonym parku w Oostende, karmić kaczki chlebem, płuca jodem i wystawiać twarz do słońca, które przyprawia ludzi o radosny zawrót głowy samym wyjsciem zza chmur.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-112941019659978449?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/112941019659978449/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=112941019659978449' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/112941019659978449'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/112941019659978449'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2005/10/padam-na-tak-zwany-pysk.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-112932189167387068</id><published>2005-10-14T22:03:00.000+02:00</published><updated>2005-10-14T22:31:31.693+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Dłuuugi dzień.&lt;br /&gt;Rozpoczął się konferencją z udziałem jakiejs Bardzo Ważnej Pani Profesor na ISTI. Potem był trzygodzinny maraton w cuchnącej stęchlizną kabinie AudiWatu. I po komplemencie bucowatego Jeana-Christopha na temat mojego występu w kabinie powzięłam twarde postanowienie: zostanę zajebistym tłumaczem ustnym i od tego celu nie odwiedzie mnie nawet wrodzone lenistwo, które sprawia, że od początku zajęć  nie udało mi się odrobić żadnej pracy domowej. Ani dokonać w całosci żadnego tłumaczenia. I już nigdy zawsze Gotowe Na Wszystko M. i A. nie sprawią, że zwątpię w siebie. Ha.&lt;br /&gt;Edukację i realizację tego szczytnego celu zaczęłam od wyszukiwania ważnych ciekawostek w sieci. I tak oto dowiedziałam się, że Ukasz z Krakowa szuka kobiety na serwisie onetu sympatia.pl, północnoamerykańscy Indianie wymordowali mieszkające wczesniej na kontynencie ludy o afrykańsko-polinezyjskim rodowodzie, dziadek Donalda Tuska służył w Wermachcie, Wielka Brytania ma zależne terytorium o nazwie Akrotiri na Cyprze, stolicą Barbados jest Bridgetown a Universite Libre de Bruxelles jest uczelnią o masońskim pochodzeniu. I zrozumiałam dlaczego ciekawosć to pierwszy stopień do piekła...Zrobiłam sobie z mózgu szmatę do podłogi w przeciągu godziny.&lt;br /&gt;Jak zwykły człowiek ma to wszystko ogarnąć? Jak w tym zalewie chłamu wyłuskać informacje potencjalnie przydatne? Jak przy tej liczbie bodźców skupić się na tym, co ważne? A więc jak zostać zajebistym tłumaczem???!!!&lt;br /&gt;Może powinnam w końcu uwierzyć w opinię otoczenia, które ciągle powtarza, że dam radę. Dam radę co?! God damn it.&lt;br /&gt;W ramach przewietrzenia i zmiany dekoracji wybieram się jutro zobaczyć Morze Północne w Oostende. Może morze pomoże wprowadzając mnie w nostalgiczny i melancholijny nastrój. Jakbym dawno w nim nie była. Ha.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-112932189167387068?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/112932189167387068/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=112932189167387068' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/112932189167387068'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/112932189167387068'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2005/10/duuugi-dzie.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-112924025196437649</id><published>2005-10-13T23:49:00.000+02:00</published><updated>2005-10-14T00:21:55.340+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/Jak%20sprawi,%20eby%20kot%20ci%20%20%20znienawidzi1.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/320/Jak%20sprawi%2C%20eby%20kot%20ci%20%20%20znienawidzi1.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; Tak własnie czułam się cały dzień...&lt;br /&gt;A potem obejrzałam głupawy film pt. "Paycheck" z Umą Thurman, Benem Affleckiem i francuskim dubbingiem w roli głównej. Na końcu tej miernej produkcji padło jedno, dosyć banalne zdanie, które wydało mi się jednak zaadresowane własnie do mnie i własnie teraz: że życie to suma doswiadczeń. W domysle: doswiadczeń, które mają nas czegos uczyć i służyć nam w przyszłosci. W końcu po to natura obdarzyła nas czyms tak wyjątkowym jak pamięć: by te doswiadczenia gromadzić i wyciągać z nich wnioski.&lt;br /&gt;Dlatego tego posta dedykuje Michałowi S., który wbrew powszechnej opinii, iż panowie później niż panie dojrzewają emocjonalnie, udowodnił mi dzisiaj, że jest jednak te dwa lata starszy ode mnie. Chapeau.&lt;br /&gt;( P.S. Misiek, to jednak nie znaczy, że już nigdy nie pojadę po tobie jak po łysym baranie :-))))).&lt;br /&gt;Następnie dedykuję go Michałowi S. i Jędrusiowi, którzy okazali się swiatełkiem w tunelu jesiennej depresji, uczelnianych obowiązków i zaklętego kręgu przybijającej codziennosci. Czasami wystarczy drobny gest, co Jędrus? Np. zdjęcie kota w zlewie.&lt;br /&gt;Po trzecie dedykuję go Michałowi S., który co prawda nie nosi odjechanych dresów marki adidas, ale za to ufając w siłę mojej dedukcji i talenta techniczne doprowadził do tego, że ustawienia techniczne tegoż bloga umożliwiają prostą interakcję.&lt;br /&gt;I w ogóle doszłam do wniosku, że powinnam być szczęsliwym człowiekiem. A skoro tak, to dlaczego nie jestem?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-112924025196437649?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/112924025196437649/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=112924025196437649' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/112924025196437649'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/112924025196437649'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2005/10/tak-wasnie-czuam-si-cay-dzie.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-112905816186283663</id><published>2005-10-11T21:16:00.000+02:00</published><updated>2005-10-11T22:05:58.580+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/IMG_0260.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/320/IMG_0260.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Własnie tak wygląda impreza na ISTI. Trochę smutne, co??? Nikt się tak jednak nie potrafi bawić jak Polacy. W Kicu... :-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i tak oto siedzę sobie na moich dwóch materacykach zrobiona na szaro pięcioma kieliszkami różowego wina, które na integracyjnym wieczorku wlałam w siebie na koszt Institut Superieur de Traducteurs et d'Interpretes. Było jak zwykle: towarzystwo podzielone na narodowe grupki, bezpieczne w zaciszu własnego narodowego języka. Jako otwarte na świat i ludzi Polki, postanowiłyśmy MINGLE MINGLE. Efekty: dwójka Japończyków, z którymi rozmawiałam, ale nie bardzo wiem o czym, bo nie byłam w stanie ich zrozumieć, urocza Szwajcarka z kotem w Kocie, którego koniecznie muszę obejrzeć, zapoznany Niemiec (paskudny) Kostia (?!), Słowenka prosto z Lubljany i umówione pierwsze spotkanie na tandem z bardzo ekscentrycznym Thomasem. Ale będzie jazda. Już to czuję - zrobię z siebie debila. Ale co tam, żyje się tylko raz i do tego nie zawsze jest się na stypendium w Brukseli.&lt;br /&gt;Thomasa przy pierwszym spotkaniu zaliczyłam do znajomej kategorii Chłopców, Którzy Chodzą w Za Dużych Swetrach. Z czasem jednak okazało się, że Thomas zakłada modne,dobrze skrojone koszule, gdy tylko pojawia się okazja. Uroku mu to co prawda nie dodaje ( to, co zyskuje natychmiast odbiera mu zarost "na swiętego Mikołaja" ), ale zawsze to coś. Wrażenie filozofa-filologa się nie rozwiało i chyba nie rozwieje, bo jest świętą prawdą... Ja to zawsze trafię jak kulą w płot. Może się przynajmniej przy nim czegos nauczę, nie to, co przy Antonio, który moją uwagę przykuwał głównie kolorem oczu.. Dla równowagi psychofizycznej wrzuciłam sobie na pulpit urocze zdjęcie Brada Pitta. Ze szlugą w zębach i w gaciach od dresu a la Jarosław Jaroszek, apartament 222A ( ci, co je pamiętają niech podniosą ręce). Nawet jesli rzeczywistosć skrzeczy, to nie znaczy, że marzenia i fantazje też muszą...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wydarzenie dnia: dostałam dziś kartę studenta, czyli w skrócie legitymację Haute Ecole de Bruxelles. I jestem z niej bardzo zadowolona. Nie to jest jednak najważniejsze. Najważnejsze jest to, że owa karta, będąca notabene w oczach tutejszych władz dokumentem tożsamości, kłamie. Mało tego, że studiuję według niej przekład ustny angielsko-niemiecki (?!), to jeszcze jestem na trzecim roku...Hmmm. W pewnym wieku nie ma się już co prawda nic przeciwko temu, że ktoś cię odmłodzi ( a ja się do tego wieku zaczynam niebezpiecznie zbliżać ), ale ale...Co prawda wszystkich Erazmusowców wrzucili na tych kartach na trzeci rok, nie mając lepszego pomysłu, co z nami zrobić...To jednak dziwne uczucie patrzeć na te legitymacje i widzieć, że nie robią róznicy pomiędzy 19-letnimi Hiszpanami z Katalonii, 20-latkami z Włoch, nami ( w poważnym jak na tutejsze realia wieku ) i Penelopą przybyłą prosto z górzystej Walii, lat około pięćdziesiąt. Hmmm.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-112905816186283663?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/112905816186283663/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=112905816186283663' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/112905816186283663'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/112905816186283663'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2005/10/wasnie-tak-wyglda-impreza-na-isti.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-112897312373070302</id><published>2005-10-10T21:36:00.000+02:00</published><updated>2005-10-10T22:09:24.680+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>I tak oto minął kolejny dzień w Brukseli, która tym razem zaskoczyła wyjątkowo pozytywnie. Otóż BYŁO WIDAĆ SŁOŃCE. I to nie tylko. Mało tego, że było je widać, to jeszcze na dodatek GRZAŁO. Nie mam powodów, by przypuszczać, że to KGB dla zmyłki powiesiło nad tym imperialistycznym miastem żarówkę, więc muszę założyć, że to jednak było prawdziwe SŁOŃCE, dzięki któremu na duszy i ciele od razu zrobiło się weselej. Ha. I to nie tylko mnie, ale nawet tym spasionym gęsiom na stawie w mojej dzielnicy. Ponieważ w pięć minut po tym, jak wyszłam z domu wdepnęłam w wielki psie kupsko, humor - jak na przesądną osobę przystało - miałam wysmienity. Szlajałam się więc cały dzień po zalanej swiatłem betonowej dżungli, odkryłam parę fajnych antykwariatów, antykwariat muzyczny, bazarek, gdzie handlują wszystkim, z własnymi dziećmi włącznie, sklep z używaną odzieżą ( bo na inną, zanim wreszcie nie dostanę przelewu z UW, mnie nie stać ), przesliczny park oraz ... że jestem rasistką. Może nie w pełnym znaczeniu tego słowa, ale jednak. Otóż stałam sobie grzecznie przed bankomatem mojego banku z optymistycznie pomarańczowym logo, wygrałam w nim ( jak zwykle!!!) jakies smieszne pieniądze ( na co to ma być, na waciki ?! ) i czekałam na wydruk, aż nagle słyszę za sobą w narzeczu Frencz, z nienawiscią w głosie, z afrykańskim akcentem:&lt;br /&gt;Zgłupiałas, czym co?! Tu kolejka jest!!! Możesz se to złożyć potem!!!&lt;br /&gt;Odwróciłam się na pięcie i zobaczyłam małe, pełne agresji murzyniątko w wieku ok. lat dwudziestu, wywijające dookoła siebie rączkami.&lt;br /&gt;Masz problem? - zapytałam chcąc uchodzić za groźną i nieustraszoną.&lt;br /&gt;Głupia. Tu kolejka jest!!! - usłyszałam w odpowiedzi.&lt;br /&gt;To w niej stój, czarna małpo - odwarknęłam i, jak na bohaterkę przystało, uciekłam ile bozia pod maską dała, trzaskając za sobą drzwiami.&lt;br /&gt;Haniebne.&lt;br /&gt;Skurwysynek popsuł mi humor na następne pół godziny tj. do czasu, kiedy wróciłam do Kota i zaczęłam uczyć Lawrence piosenki ( a w zasadzie samego tytułu, bo nastręczył jej strasznych trudnosci ) "Żółty rower" FNSu.&lt;br /&gt;A rudawy Szkot jak mi w głowie siedział, tak siedzi i wyjsć z niej wcale nie chce ... Jak ja mam się skupić jutro na jego zajęciach ?! No jak!!!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-112897312373070302?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/112897312373070302/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=112897312373070302' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/112897312373070302'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/112897312373070302'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2005/10/i-tak-oto-min-kolejny-dzie-w-brukseli.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-112888458411526302</id><published>2005-10-10T06:00:00.000+02:00</published><updated>2005-10-09T23:35:35.830+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/TheBeginning-StoneMountain.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/320/TheBeginning-StoneMountain.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;No i głosowałam. Wybrałysmy się we trzy do konsulatu dopełnić smutnego obowiązku i z ulgą stwierdzam, że nawet nie bolało...Magda spotkała jakiegos kolegę z przedszkola, który też przebywa tu na Erazmusie ( i ma, kurza morda, pięć godzin zajęć w tygodniu a nie trzydziesci jak nasza radosna czwórka z ILSu ) i o ile ów nie był specjalnie interesujący, o tyle kolega kolegi przyciągnął moją uwagę...&lt;br /&gt;Ale ja tu tratatata, a tam ubrania z mody wychodzą. Ah, te hormony.&lt;br /&gt;Smutne wydarzenie dnia, to że akurat w momencie, kiedy wreszcie udało nam się dotrzeć w jakies ciekawe miejsce w tym miescie, i nie myslę tu bynajmniej o konsulacie, padły mi baterie w aparacie fotograficznym. Złosliwosć przedmiotów martwych... Zdradliwe poczucie, że jestem tu na dłużej, to jeszcze tam wrócę. Tak naprawdę to ch.g.w., bo w połowie pażdziernika wypada już dziękować losowi za każdy dzień, kiedy nie pada. Pomijam już fakt, że w tym mieście cisnienia atmosferycznego jest autentyczny BRAK i w połowie dnia zwykle ogarnia mnie uczucie, że albo zaraz się położę na pół godzinki ( i wstanę za trzy ) albo usnę na stojąco. Zapadam w sen zimowy...&lt;br /&gt;Muszę z zaskoczeniem, i to miłym, stwierdzić, że dogadujemy się w naszej polskiej czwóreczce całkiem nieźle. O ile Paulina, gdy jestem z nią sam na sam, działa mi nieco na nerwy, o tyle wpływ dziewczyn ją neutralizuje i w stadku jest całkiem przyjemnie. No i zaczęłam naprawdę doceniać Anię i Magdę, może również dzięki temu, że z nimi nie mieszkam :-) Spędziłysmy dzis urocze popołudnie na obiadku, który ugotowała Paulina. W CAŁOSCI NA SMALCU. Żołądek mnie boli na samą mysl, ale jak się nie ma, co się lubi...&lt;br /&gt;Martwi mnie jedynie, że moja ucieczka od zamknięcia w polskim gettcie miała tak krótkie nogi. I tak większosć czasu spędzam z dziewczynami, zwłaszcza jesli dodać wspólnie spędzone godziny na uczelni. Hmm. No i jakos kiepsko wygląda sprawa poznawania nowych ludzi. Mój belgijski KOT baluje głównie na tygodniu, kiedy ja padam na pysk po maratonie zajęć lub przygotowuję się na następne. A w weekendy, kiedy mam wolne, moje KOTy rozjeżdżają się do swoich małych miasteczek i wiosek we frankofońskiej częsci Belgii. Hmmm.&lt;br /&gt;I tylko Thomas, Niemiec-filozof i filolog, męczy mnie bym go uczyła polskiego, którym włada już z resztą całkiem nieźle. Żeby chociaż był przystojny...No, obaczym.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-112888458411526302?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/112888458411526302/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=112888458411526302' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/112888458411526302'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/112888458411526302'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2005/10/no-i-gosowaam.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-112889278643961073</id><published>2005-10-09T23:16:00.000+02:00</published><updated>2005-10-09T23:25:17.830+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>ZONK.&lt;br /&gt;Zatkała mi się już karta pamięci w cyfrówce i nie mam jak zrzucić fotek na komputer, bo kabel został w Polsce. DWA tygodnie temu nadała go paczką moja mama, ale paczka nie doszła. Dzwonię dzisiaj do domu a mama do mnie zmartwionym głosem:&lt;br /&gt;Ula, zwrócili paczkę z dopiskiem "adres nieznany". Dlaczego?&lt;br /&gt;Nie wiem, mamo. A jestes pewna, że dobrze wpisałas adres?&lt;br /&gt;I słyszę ten charakterystyczny, anielski ton mojej mamy jak próbuje cos przede mną ukryć:&lt;br /&gt;Hmm. Czy to możliwe, że to dlatego, że nie postawiłam 85 przed tą całą "rue"?&lt;br /&gt;          Wiara mojej mamy we mnie mnie podbudowuje: widocznie uznała, że jestem tu już powszechnie znana. Przynajmniej przy Chausee de Boondael w Ixelles-Elsene. Hmmm.&lt;br /&gt;          Tak więc cóż: szlag bombki trafił, choinki nie będzie. Zdjęć też nie. Przynajmniej w najbliższej przewidywalnej przyszło&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-112889278643961073?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/112889278643961073/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=112889278643961073' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/112889278643961073'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/112889278643961073'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2005/10/zonk.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-112881002927736931</id><published>2005-10-09T00:17:00.000+02:00</published><updated>2005-10-09T00:40:01.316+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Bruksela to jednak przyjazne miasto. A może każde miasto staje się przyjazne, jak się je nieco pozna. Co prawda nie udało nam się wypełnić ambitnego planu, aby cos "zwiedzić", bo nażarłysmy się gofrów z bitą smietaną i zaległysmy w knajpie, by wspomóc trawienie litrem kawy, ale spacer i tak zaliczyć należy do udanych. Handlowo. Kupiłam sobie kolczyki i dopiero jak je założyłam dotarło do mnie, że mam w uszach równowartosć trzech obiadów...Hmmm.&lt;br /&gt;Moje radosne współlokatorki wyjechały do swoich belgijskich wiosek na weekend zostawiając za sobą górę brudnych garów...Zawzięłam się: nie będę sprzątać. Zatykam więc bohatersko nos wchodząc za każdym razem do kuchni.  Ma to swoje dobre strony. Zrobiło mi się niedobrze na mysl, że mam przedrzec się przez ten zagazowany poligon, żeby dotrzeć do lodówki i zjesć kolację. No i nie zjadłam. Zawsze to kilkaset kalorii do przodu :-)&lt;br /&gt;Jutro wybory prezydenckie. Znów będzie trzeba zanurzyć się w swojskich, polonijnych klimatach, żeby odstać swoje w ambasadzie i oddać głos, jak na porządnego obywatela przystało. Olałabym system, ale jak doktor T. się dowie, że nie dopełniłam obowiązku, to mi każe zmienić promotora. Co być może nie byłoby takie złe...&lt;br /&gt;Obiecałam moim KOTom zaserwować cos z polskiej kuchni...Dobrze, że rodzice wysłali już paczkę z żurkiem Knorra w proszku...Co Knorr, to Knorr a ja na swoich talentach kulinarnych wolę nie polegać...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-112881002927736931?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/112881002927736931/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=112881002927736931' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/112881002927736931'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/112881002927736931'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2005/10/bruksela-to-jednak-przyjazne-miasto.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-112872510189675313</id><published>2005-10-08T00:45:00.000+02:00</published><updated>2005-10-08T23:58:15.033+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/Fascination2.JPG"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/320/Fascination2.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/Fascination1.JPG"&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;Krótka notka w środku nocy...&lt;br /&gt;Obudziłam się z krzykiem na ustach...Katastrofa...Śniło mi się, że się zakochałam i chodziłam taka cała w chmurach i uśmiechach, z tzw. bananem na twarzy dopóki mój wymarzony nie przetransformował się w jakiś dziwny sposób w mojego eksssssssss...Wtajemniczeni wiedzą, jaki to był dla mnie straszny koszmarrr...Brrr.&lt;br /&gt;Odmawiam, nie idę spać!!!!&lt;br /&gt;Taki zonk i to akurat w momencie, kiedy po raz piewszy w życiu przeżywam fascynację obiektem nieosiągalnym...Czego Jaś się nie nauczył, tego Jan nie potrafi...Nie przeżywałam okresu takiej głupoty w wieku lat nastu, to nadrabiam w wieku dwudziestuparu. Ha. Tylko dlaczego wybrałam na ów obiekt paskudnego, ryżawego Szkota, prosto z pochmurnego Edynburga, który ma najcudowniejsze poczucie humoru świata, wysoko ponadprzeciętny iloraz inteligencji, najsłodszy uśmiech na ziemii, mówi po francusku z zajebistym akcentem, jest dziesięć lat starszy, pracuje dla NATO i na dodatek jest moim wykładowcą i prowadzi najciekawsze zajęcia na uczelnii ?! Hmmm. Czyżbym sobie właśnie odpowiedziała na własne pytanie?...&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-112872510189675313?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/112872510189675313/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=112872510189675313' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/112872510189675313'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/112872510189675313'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2005/10/krtka-notka-w-rodku-nocy.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-112871371166380638</id><published>2005-10-07T21:35:00.000+02:00</published><updated>2005-10-07T21:35:11.703+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Przygód wróbla świrka odcinek tysiąc czterysta osiemdziesiąty trzeci.&lt;br /&gt;A co.&lt;br /&gt;Brukselę spowija mgła, która w cudowny sposób otula ciało lepką, ciepłą masą i rozszczepia światło latarń lub słabo widocznego słońca, zależnie od pory dnia, na tysiące uroczych pasm. I na dodatek nie pada. Ha. Za to śmieci w tych warunkach rozkładają się niepokojąco szybko, co przy tutejszym systemie wywozu sprawia, że całe miasto śmierdzi zgnilizną. Sama się waham, czy lepsze to, czy zwyczajowy smród spalin i psich gówien na chodnikach. Też mi temat do rozmyślań.&lt;br /&gt;W ISTI odbywało się wczoraj Welcome Party. Po raz pierwszy i zapewne ostatni raz w życiu, widziałam jak studenci palą szlugi na uczelnianej stołówce i ciągną rozmaite rodzaje alkoholu gibając się w rytm bliżej niezydentyfikowanych rytmów. W towarzystwie dobrze już nasmarowanych wykładowców. Ha.To byłaby potencjalnie fajna impreza, tyle, że jak to z dużymi spędami bywa - ludzie podzielili się na kółka wzajemnej adoracji i tak już zostało. Hmmm. Nie ma to jak integracja.&lt;br /&gt;Weltschmertz minął - bo nie było zajęć na uczelni. Za to był strajk: kolejarzy, tramwajarzy, kierowców autobusów itp. W całym mieście scenki rodzajowe: grupy strajkujących w kufajkach ( pomimo relatywnie wysokiej temperatury ) i ze szlugami w zębach, wokół nich związkowe flagi i taczki z płonącą, bardzo dymiącą i cuchnącą substancją. Ha. Nie ma to jak być w centrum wydarzeń!!! Stolica Europy.&lt;br /&gt;Pani w banku, do którego udało mi się dotrzeć po półtoragodzinnym spacerku, w mordę uprzejma: byłam jedynym klientem od samego rana. Zrobiła mi wykład na temat tego, do czego służy karta bankomatowa, jak obsługiwać bankomat (?!) i poczęstowała cukierkiem. Ha.&lt;br /&gt;Poczyniłam też krok odważny i poszłam zrobić pranie w publicznej pralni, którą mogę swobodnie obserwować z okna. Zaprzyjaźniłam się z Mr Washem dość szybko, siadłam sobie grzecznie i ... nagle, jak meteor pojawił się tam z wielką górą prania Najprzystojniejszy Facet Świata. Dech mi zaparło. Stanął sobie obok mnie i zaczął smarkać w chusteczki marki kleenex a ja obserwując go kątem oka musiałam przyznać, że to było najpiękniejsze smarkanie, jakie w życiu widziałam. Zaczęłam nerwowo nucić pod nosem "Kocham Cię jak Irlandię" i patrzę, a on na mnie patrzy. No to ja też się patrzę. Zapomniałam nawet, że mam tłuste włosy i nie mam makijażu, za to spociłam się z przypływu adrenaliny jak mysz. I tak patrzyliśmy się na siebie przez następne pół godziny aż w końcu moje pranie doszło do siebie i musiałam wyjść. Nieszczęśliwa i przygnębiona własnym brakiem inicjatywy, weszłam na górę do Lawrence i Marie, które właśnie się obżerały czekoladkami. Siłą zawlokły mnie z powrotem do pralni i monitorując moje postępy zza szyby kazały mi go zagadać. Urządziłam więc małe przedstawienie: wpadłam do pralni z włosem rozwianym i z obłędem w oku. I niezobowiązującym tonem zapytałam Najprzystojniejszego Faceta Świata:&lt;br /&gt;Nie widziałeś skarpetki?&lt;br /&gt;Eee, a jakiego koloru?&lt;br /&gt;Czarnego, z Kłapouchym na pięcie.&lt;br /&gt;Eee, nie - odpowiedział najprzystojniejszy i powrócił do składania własnych slipów w kosteczkę. Wypadłam jak bomba z pralni, dochodząc jednocześnie do wniosku, że Najprzystojniejszy stanowczo nie był Najbystrzejszym. Człowiek może się czasem pomylić.&lt;br /&gt;Obiecałam moim współlokatorom zrobić "polski obiad", więc czekam teraz niecierpliwie na paczkę z domu, do której mama zapobiegawczo włożyła parę torebek żurku Knorra. Co Knorr, to Knorr a ja nie powinnam raczej polegać na moim talencie kulinarnym...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Marcin, czekam na ciebie z niecierpliwością!!!&lt;br /&gt;Przemciu, podjęłam męską decyzję i postanowiłam zjawić się w święta. Tylko jak ja to wytłumaczę rodzicom?...Mamo, wybacz...Zapewne nie będzie to ani trudne, ani dramatyczne, tylko JA się muszę przełamać. Nadal jednak jestem małą córunią tatusia... &lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-112871371166380638?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/112871371166380638/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=112871371166380638' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/112871371166380638'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/112871371166380638'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2005/10/przygd-wrbla-wirka-odcinek-tysic.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-112854517819572203</id><published>2005-10-05T22:46:00.000+02:00</published><updated>2005-10-05T22:46:21.356+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Bloga odcinek drugi.&lt;br /&gt;Moj Weltschmertz minal wraz ze stanem alkoholowego upojenia, w jaki sie wprowadzilam wieczorem i osmioma godzinami zajec na uczelni. Non stop. Po alkoholu zostala biegunka, po zajeciach paskudne zmeczenie. Dziewczyny probowaly zresetowac mnie dwoma porcjami tiramisu, ale jedyny efekt, jaki udalo im sie osiagnac, to mdlosci. Wystapily u calej trojki. Mamy za swoje. &lt;br /&gt;Paskudny incydent na ulicy. Paulina czekala na mnie na tramwajowym przystanku dwiescie metrow od kamienicy, w ktorej mieszkam i klepala smsa. W poczuciu zupelnej bezkarnosci ( o, swieta glupoto!!! ), wydarlam sie po polsku: Hej, zakochana gasko! Gdzie twoja pasterka?! I natenczas Wojski...nie,nie. Natenczas podbil do mnie bezzebny koles pod zniszczona tanim alkoholem piecdziesiatke, szurnal noga i zapytal z wlasciwa sobie szczeroscia w moim ojczystym jezyku: O, Polka! A nie wzielabys osmiu godzin w poniedzialek?&lt;br /&gt;- ????? - odpowiedzial mu wyraz mojej twarzy. &lt;br /&gt;- No, nie chcesz?&lt;br /&gt;- A czego osiem godzin?&lt;br /&gt;- No, sprzatania...&lt;br /&gt;I to byl moment, kiedy zorientowalam sie, ze fakt, iz wszyscy zebracy pod kosciolem w mojej dzielnicy sa Polakami i ze na pierwsze w Brukseli piwo trafilam w miejsce, gdzie sto procent klienteli plus obsluga to Polacy, to byl pryszcz. Bo oto oczom moim objawila sie piatka mlodych bialostoczan o ilorazie inteligencji rownym cenie puszek Jupilera, ktore dzierzyli dziarsko w dloniach i wiedzialam juz, ze nie bede mogla nawet udawac, ze nie rozumiem, co mowia. A dialogi nie byly skomplikowane...Ani gestykulacja specjalnie dwuznaczna. &lt;br /&gt;I jak sie ma do tej sytuacji pojecie dumy narodowej? Pytam ja sie grzecznie, he? Dorzucmy do tego pana Kuzniaka, Polaka z pochodzenia, Belga z obywatelstwa, obywatela swiata z samopoczucia, ktory traktuje nas na zajeciach jak studentow drugiej kategorii i obraz sytuacji sie dopelnia. Lovely jabbly. Jestem dumna z tego, ze jestem Polka. NOT. Na to, na szczescie, sie nie umiera. I nie wymagajcie ode mnie tolerancji. Plizz. Mam za szeroko otwarte oczy.&lt;br /&gt;Lawrence dzis w nocy, po tym jak Vincent le Karolo ja w koncu pocalowal o trzeciej nad ranem, przestala byc singlem. Ostalam sie tylko ja i Marie. Tyle, ze u Marie ciagle przesiaduje Franklin a znajomi znajomych ciagaja ja na randki po knajpach. Tymczasem ja siedze na dupie i rozmyslam jedynie nad tym, co zrobic powinnam a do czego w lenistwie moim zabrac sie nie moge. I dotyczy to wszelkich dziedzin zycia: od uczelni, po te skrawki wolnego czasu, ktore zostaja po wyrobieniu godzin, ktore tu na miejscu dziela sie na dwa lata studiow. Nigdy nie potrafilam ulatwiac sobie zycia...&lt;br /&gt;           Zrobilam sobie przerwe na szluga i odkrylam, ze w reality show, ktore mam jak tylko wyjrze przez okno akcja sie rozkreca: para, ktora mieszka dokladnie naprzeciwko zaczela przechodzic do rzeczy i nawet sie nie speszyli, jak im przyjaznie pomachalam. Zeszli do parteru. Mam pierwszy dobry uczynek na moim koncie. Ha. Laski z pietra pod nimi maja gosci. Goscie plci meskiej, zapewne poproszeni o podanie kolezankom pomocnej dloni, wlasnie wyrzucili przez balkon jakas kanape. A potem grzecznie pozbierali w kupke i zostawili smieciarzom do wywiezienia. Coz za organizacja pracy!!! Awesome.&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-112854517819572203?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/112854517819572203/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=112854517819572203' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/112854517819572203'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/112854517819572203'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2005/10/bloga-odcinek-drugi.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-17460689.post-112846045353227603</id><published>2005-10-04T22:34:00.000+02:00</published><updated>2005-10-08T23:44:53.300+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/1600/CiociaUla11.JPG"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6171/1683/320/CiociaUla11.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Oh my.&lt;br /&gt;Moj pierwszy blog w zyciu. Ciekawe jak bardzo okaze sie wytrwala - czytaj, jak dlugo bede w miare regularnie prowadzic zapiski ... Poza 6 miesiacami, kiedy probowalam prowadzic pamietnik, nigdy nie udalo mi sie niczego robic regularnie. Funkcje fizjologiczne pomijam dyskretnym milczeniem. Bo sie wstydze.&lt;br /&gt;Czekalam az wyjade, ze porwie mnie nowe miasto i nowi ludzie, ze ozyje, ze wpuszcze do mojego mlodego a jakze zasniedzialego zycia powiew swiezosci a tymczasem...Tymczasem nowe miasto jest, nowi ludzie sa a ja nie poznaje samej siebie. Boli mnie wszystko na sama mysl, ze mialabym sie dokads ruszyc z moich dwoch mieciutkich materacy w zoltym jak wielkanocne kurcze pokoju i czuje sie mocno rozczarowana sama soba: Lawrence z Vincentem probowali wywlec mnie na impreze, ale sie nie dalam.Bo... Spalam po powrocie ze szkoly jakies dwie i pol godziny. Nie zrobilam nic konstruktywnego poza umyciem tostera i wypiciem polowy butelki rozowego wina, ktore Vincent przywiozl Lawrence w prezencie. Gdzie moj glod poznania?!!! Zamienilam sie w taka mala, bezradna i niesmiala dziewczynke nie czujac za soba poparcia nikogo z bliskich. Tak w szkole jak i poza nia. I tak strasznie, mimo, ze nie kocham ich wcale przesadnie, zazdroszcze Ani i Magdzie, ze maja siebie w tym ich mikroskopijnym mieszkanku...I Paulinie, na ktora w Polsce czeka stesknionyn Adam fundujac jej bilety, by mogla przyjezdzac jak najczesciej...Nie mam za soba takiego poparcia. Czuje sie zagubiona i nawet fakt, ze nie wiem, czy jade tramwajem w odpowiednia strone absolutnie mnie przytlacza. Jestem sama. I dawno uspione kompleksy oddzywaja sie ze stukrotnie wzmozona sila...Gdzie sie podziala mija samodzielnosc i oslawiona sila? Jest tak zupelnie inaczej niz wtedy, gdy wyjechalam do Wawy...Czy ja sie starzeje???&lt;br /&gt;I tylko leze i marze o rzeczach, ktore nigdy miec miejsca nie moga...Bo...Jestem jaka jestem. Bo...Nic na co czekam nie wleci przez okno prosto z Chausee de Boondael na nieumyta podloge mojego pokoju... co nie???&lt;br /&gt;" Niebo i ziemia przemijaja,&lt;br /&gt;chwieja sie fundamenty swiatow.&lt;br /&gt;Ostatni slogan snuje pajak,&lt;br /&gt;Vanitas vanitatum".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/17460689-112846045353227603?l=petiote.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://petiote.blogspot.com/feeds/112846045353227603/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=17460689&amp;postID=112846045353227603' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/112846045353227603'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/17460689/posts/default/112846045353227603'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://petiote.blogspot.com/2005/10/oh-my.html' title=''/><author><name>Ula la</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10261075939576247862</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry></feed>
